środa, 30 lipca 2014

BRONZE GODDESS



Aż się uśmiecham do monitora, patrząc na te zdjęcia :) Fotografować takie kosmetyki to sama przyjemność. Ci, którzy śledzą mnie na FB i Instagramie wiedzą, że w dniu moich urodzin 12 czerwca dostałam cudowną skrzynkę od Estee Lauder, a w niej nową paletkę BRONZE GODDESS i dwie kredki do ust. Chyba nie muszę mówić jak bardzo się ucieszyłam, szczególnie, że nie miałam o tym zielonego pojęcia. Widziałam kilka recenzji na blogach i YT na temat tej letniej kolekcji, niestety przegapiłam jej ubiegłą edycję :( Wąchałam nawet ten zapach w Douglasie, ale nie sądziłam, że dostanę taki cudowny prezent. Od pierwszego dnia maluję się tą paletką non stop i jeszcze mi się nie znudziła. Kredki natomiast podarowałam mamie, gdyż są to zdecydowanie jej ulubione kolory... a przy okazji miło jest też ją uszczęśliwić.





Kredki nazywają się dokładnie Pure Color LipShine (cena: 110 zł) i występują tylko  w tych dwóch kolorach: mandarynki i śliwki. Bardzo przypominają mi Chubby Sticks z Clinique. Są mega nawilżające i muszę przyznać, że dość napigmentowane. Dlatego dla mnie -miłośniczki róży i nude te 2 kolorki na co dzień się nie sprawdzają, za to mama "szpanuje" nimi w swojej torebce i co chwilę dostaje komplementy od koleżanek z pracy.Jak część z was wiem moja mama jest brunetką o ciemnej karnacji i ciemnej oprawie oczu, przez co te kolorki wydają się być dla niej stworzone. Pięknie podkreślają wakacyjną opaleniznę. Podobnie moja siostra w przeciwieństwie do mnie najczęściej latem stawia na takie mandarynkowe odcienie.






Ach... Ta paletka to po prostu marzenie. Jeśli kochacie Urban Decay Naked czy Clinique 16 shades of beige to ta jest już tylko wisienką na torcie. Ja wyznaję zasadę, że neutralnych cieni nigdy za wiele. Zauważyłam, że w moim codziennym makijażu nigdy nie sięgam po pojedyncze cienie, zawsze otwieram jedną z paletek, a tam dowolna kombinacja cieni pozwala mi uzyskać ładny naturalny make-up. Paletka Estee Lauder Bronze Goddess (cena: 239 zł) to 5 cieni matowych o nowej, bardzo kremowej, cudownej konsystencji, które można nakładać nawet palcem na powieki. Dodatkowo zestaw jest wzbogacony o 3 cienie metaliczne: biały, miedziany i oberżynowy. Nakładane na mokro posłużą wam za eyeliner. Naprawdę zestaw jest idealny, a paletka jak przystało na wakacyjny "bagaż" lekka i zamykana na magnes, dzięki czemu, można śmiało zabrać ją w podróż.

Najczęściej powiekę górną maluję cieniami matowymi, a dolną linię rzęs podkreślam, którymś z tych metalicznych kolorów. W zestawie znajdziemy również pędzelek. Paletka ta jest dostępna w perfumeriach Douglas, a także w ich sklepie online (TUTAJ), pamiętajmy jednak, że jest to wakacyjna seria limitowana. Całą kolekcję uzupełnia także piękna woda toaletowa i bronzer - które są na mojej WISH LIŚCIE (cudowne!), ktokolwiek dotykał ich gdzieś w perfumerii lub wąchał wie o czym mówię... Poniżej zrobiłam wam swatche wszystkich cieni, te metaliczne są po lewej. O dziwo najsłabiej w swatchach wypadł środkowy cień matowy, a to jest właśnie mój ulubiony cień z całego zestawu. Bardzo przypomina mi Soft Brown z MAC, który chyba już został wycofany ze sprzedaży :( a jest najpiękniejszy do załamania powieki. Podsumowując polecam wam tę paletkę z całego serca, gdyż podobnie jak w tej Clinique nie ma tu wściekle brokatowych i osypujących się cieni, albo kilku mniej napigmentowanych. Wszystkie są u mnie w użyciu i dlatego daję jej 10/10 punktów.




Koniecznie napiszcie jak wam się podoba ta kolekcja? Czy może ktoś z Was posiada już tę paletkę lub wodę toaletową BRONZE GODDESS na którą się wciąż czaję :)?

niedziela, 27 lipca 2014

Tydzień oczami telefonu (week 62)

To miał być mój tydzień urlopowy, a zanim się obejrzałam już znowu niedziela. Nic a nic nie odczułam tego tygodnia. Jak zwykle od zamieszania do zamieszania. W poniedziałek po całym dniu spędzonym nad komputerem, pojechaliśmy z Jackiem i mamą na ogród, robiłam mój słynny omlet z ziołami, we wtorek z kolei robiłam Jackowi zdjęcia na jego bloga, 1 z 2-óch postów z propozycjami na wesela i tego typu imprezy możecie zobaczyć TUTAJ. Potem robiliśmy sałatkę, piliśmy winko i ryczeliśmy jak bobry oglądając film: "I am Sam" - jest dość stary, ale nie widzieliśmy go wcześniej. Bardzo polecam, ale uprzedzam, że wzrusza... Potem w środę wieczorem pojechałam do Marzenki do Szczytna, aby w czwartek wspólnie świętować z nią urodziny, a w piętek wspólnie wróciłyśmy do Olsztyna, gdzie reszta rodziny czekała na nas z kolacją na ogrodzie. Potem rozpaliliśmy ognisko i było cudownie... Weekend to już tylko relaks, opalanie i starówka wieczorem... Resztę zobaczycie na zdjęciach, wszystkie robione telefonem SONY Xperia Z1 (bo wciąż mimo wszystko się pytacie) 

Jestem zachwycona tym wydaniem mojego brata, po więcej zdjęć mojego autorstwa zapraszam tutaj 
 
 a tymczasem... inna popularna blogerka... :)
N: O cholercia, nie ma mojego ulubionego jogurtu :(
nadal ulubione buty tego sezonu - Birkenstock via answear.com (dziś ostatni dzień, w którym możecie z korzystać ze zniżki, jaką podałam wam w filmiku - link poniżej (20% na cały asortyment, również rzeczy przecenione)

w drodze, coś nie tak z tym kadrem :P
zakupy w LIDL'u
i przepyszna sałatka - chcecie przepis???
"I am Sam" - jeśli jeszcze nie widzieliście, musicie...
kilka bardzo ważnych dla mnie produktów, idealny zestaw na wakacyjny wyjazd - cały post o tych produktach TUTAJ
wspomnienia po wizycie Ninki w Warszawie i moich niegdyś długich włosach...
 Cactus Drink <3
 Wreszcie razem - sisters <3
 Kisses - Miss You already :(
 obiad u Marzenki: sos z kurek, pierś z kurczaka, marchewki z ogródka... pycha...
a na deser robione przez Manju ciasto z jagodami - sernik na zimno <3
 i kolejne drinki :)
 mini sesja zdjęciowa na potrzeby konkursu, więcej INFO jak możecie zgarnąć 400 zł na Marzenki FB -----TUTAJ
 błogie lenistwo...
 urodzinowy klimat <3
 nie zepsuły go nawet te ohydne makarony - nie polecaaaaaaaaaaaaaaaaammmmm :((((
resztę wieczoru spędziłyśmy na molo na pogaduszkach, pozdrawiamy Grażynkę i Jasia, którzy do nas podeszli się przywitać :)
 moje pierwsze własnoręcznie robione guacamole
 skromnie powiem, że było FANTASTYCZNE - chcecie przepis?
 pieniądze szczęścia nie dają, ale moja siostra religijnie skreśla co tydzień TOTKA :P
no cóż... ta ściana wygląda obiecująco... 
mini przekąska w drodze do Olsztyna
 Nina pomaga składać serwetki :D
ciasto zrobione przez mamę, pyszne, lekkie owocowe.... ideał... <3 
  aż ciekło po brodzie.... :D
 moja słodycz....
 Kwiatek od Ninki dla cioci Lali - to ja :D
 "Płonie ognisko i szumią knieje..." wierzcie lub nie, ale śpiewaliśmy tę piosenkę przy ogniu, nigdy nie ukrywałam, że moja rodzina jest co najmniej dziwna :D
 N: ej... ja sama mogę trzymać szklankę...
 N: Ciocia, ciocia rób szybko zdjęcie, bo zaraz to puszczę... takie ciężkie :)
 
 N: aaaaaaaaaaa!!!!! Palę się.... (oczywiście to nie prawda :P tylko tak śmiesznie foto wyszło)
 To się nazywa jeść komuś z ręki :) jakby ktoś był ciekawy to Nina wcinała porzeczki czerwone :)
smażenie kiełbasek :)
 N: Ej dziewczyny, chcecie trochę sałatki???
 trzaskamy się na mahoń :)
 a to napój pomysłu mamy :D
 i obiadek na działce...
 a wieczorkiem imprezka na mieście :D
 N: To ja poproszę.... hmmm... coś wykwintnego może....
 N: FRYTKI !!!
 I jak tu jej nie kochać <3
 potem oglądałyśmy występy na fosie w Olsztynie
 turecka grupa była cudowna, ale USA jeszcze lepsi :D
od kilku lat już nie byłam w amfiteatrze, powróciły dawne wspomnienia <3 
 Dziś zrobiłyśmy 4 km spacerkiem na działkę, było tak gorąco, że wstąpiłyśmy po drodze na lody - tym razem Marzence nie upadł.... ehehehehe - jak ktoś nie wie o co chodzi, zapraszam na filmik, link poniżej (ps. Mistrz drugiego planu w czerwonych spodenkach i skarpetach :D)

 
a teraz siedzimy z mamą, w kuchni sączymy zimne winko, mama obiera fasolkę, a ja kończę dla was ten post, miłego całego następnego tygodnia kochani !!!