wtorek, 22 lipca 2014

Weekendowy niezbędnik

Nie wiem jak to wygląda u was, ale moja pielęgnacja wieczorna i poranna przerodziły się w prawdziwe domowe SPA. Ostatnio nagrałam dla was 2 filmiki na You Tube gdzie krok po kroku omawiam wszystkie etapy i kosmetyki, które moja cera uwielbia. Nadal jak najbardziej polecam wam wszystko o czym tam wspominałam, ale moja "praca" polega między innymi na tym, iż stale testuję nowe kosmetyki. Na szczęście moja skóra nie ma nic przeciwko temu, szczególnie gdy odkrywam takie cuda jak teraz. Ostatnio musiałam się spakować na krótki weekend do UK, a teraz właśnie jestem u mojej siostry w Szczytnie, gdzie również przyjechałam na kilka dni. W takich sytuacjach zawsze stawiam na minimalizm i zabieram ze sobą tylko kosmetyki niezbędne a zarazem wielofunkcyjne. Jest to również okazja by zużyć próbki kremów. Eve Lom na dzień i na noc dostałam gratis podczas ostatniej wizyty w Space NK. Pozostała czwórka jest ze mną już od około miesiąca i zdecydowanie zasłużyli na miano ulubieńców. Poniżej podam wam wszelkie szczegóły i linki.

Estee Lauder
pojemność: 15 ml 
cena: 239 zł 

Krem-żel pod oczy ze słynnej serii Advanced Night Repair. Pewnie większość z was kojarzy kultowy olejek do twarzy na noc w ciemnej buteleczce z pipetką. Ten produkt to marka w marce. Najwspanialsze dziecko Estee Lauder. Kosmetyk drogi, ale tak skuteczny jak mało który na rynku, a co najważniejsze pasujący dla każdego niezależnie od wieku, płci, koloru skóry czy typu cery. Nic dziwnego, że marka postanowiła poszerzyć tę serię o kosmetyki pod oczy. Ja używam obecnie tego kremu, ale warto wspomnieć przy tej okazji, że istnieje również nowe serum pod oczy Advanced Night Repair Eye Serum (15ml/260 zł), które z pewnością kupię dla mojej mamy przy najbliższej okazji. Muszę przyznać, że to moje pierwsze opakowanie tego kremu pod oczy, ale jestem pod ogromnym wrażeniem. Nigdy przedtem nie używałam niczego o takiej konsystencji i szczerze wam powiem, że bardzo mi ona odpowiada. Jest bardzo gęsty, ale nie ciężki, do tego bardzo wydajny i łatwy w aplikacji. Przyjemnie pachnie, a efekty są widoczne już po kilku dniach używania.


Clarins
pojemność: 30 ml
cena: 229 zł

To serum odkryłam zupełnie przypadkiem. Dostałam je na urodziny, ale jako, że obecnie używam 2-óch innych serów (mam nadzieję, że dobrze to odmieniłam, hehe) tego nie miałam zamiaru otwierać. Cóż... można by rzec, że zmusiła mnie do tego sytuacja. Ostatnio moja skóra strasznie się przesuszyła w niektórych miejscach. Nadmiar klimatyzacji na lotniskach, a aucie i samolocie chyba dał mi się we znaki. Kładłam na te miejsca więcej kremu i serum na noc, ale nic nie pomagało. Makijaż już nie wyglądał dobrze w tych suchych miejscach. Postanowiłam jakoś temu zaradzić i sięgnąć po ostatnią deskę ratunku. Wiedziałam, że to serum jest nawilżające, ale nie sądziłam, że aż tak mnie uratuje. Od pierwszego dnia już myślałam, jakby tu wam go polecić. Nie dość, że pięknie pachnie, ma delikatną olejkową konsystencję i błękitny kolor to jeszcze nawilża tak, że już po 1 użyciu nie miałam ani jednego suchego miejsca. Jakby stał się cud :) Postanowiłam używać tego serum tylko w ekstremalnych sytuacjach, ale tak je polubiłam i do tego jest takie malutkie, że idealnie sprawdza się w weekendowej kosmetyczce. 
Nivea
pojemność: 200 ml
cena: 10,99 zł  

Uwielbiam płyny micelarne, jak tylko widzę jakąś nowość na rynku lub coś polecanego na You Tube od razu muszę to wypróbować na sobie. Bardzo lubię płyn micelarny z Balei i z Bandi, ale ostatnio trafiłam na ten z Nivea. Powiem szczerze, że nie wyglądał na taki co by mógł zadziałać, a jednak... Jest bardzo delikatny, przeznaczony do cery wrażliwej, pięknie pachnie, a skóra po nim jest mięciutka. O dziwo, świetnie radzi sobie również z makijażem oczu. Nie jest może tak szybki i skuteczny jak ten dwufazowy (również Nivea), ale zdecydowanie warto go spróbować, szczególnie za cenę 10 zł Duży plus za opakowanie, podczas wyjazdów nie otworzył mi się i nie rozlał ani razu.

Clinique 
pojemność: 40 ml
cena:  140 zł 

A na deser coś dla miłośników minimalnego makijażu na lato. Po wielkiej fali BB-cream'ów przyszła faza na CC. Okazuje się, że to już też przeżytek, gdyż na jednej z ostatnich konferencji prasowych usłyszałam o EE cream (!). Chyba nie nadążam... a tak naprawdę to nawet nie rozumiem o co chodzi z tymi literkami. Znam doskonale inny kultowy kosmetyk z Clinique, jakim jest Moisture Surge. Używałam go kiedyś będąc w UK. Ten produkt zrobiony jest na bazie tamtego słynnego kremu, dodatkowo wzbogacony jest o SPF 30 co zastępuje krem z filtrem. Dostępny jest w 3 odcieniach (ja posiadam light/medium), co pozwala dopasować idealny kolor do naszej skóry. Krycie nie jest mocne, ale wystarczające na upalny dzień gdy mimo wszystko chcemy nadać trochę kolorytu naszej cerze. Jak sama nazwa wskazuje jest to produkt korygujący, wyrównuje koloryt, dodaje blasku i nawilża jednocześnie. Przypomina mi trochę mój ulubiony ORIGINS Gin Zing, tyle że ten ma o wiele gęstszą konsystencję i innych zapach, bardziej orzechowy.

A wy co zabieracie ze sobą na krótki wyjazd lub weekend? Co nowego polecacie na wakacje?

niedziela, 20 lipca 2014

Tydzień oczami telefonu (week 61)

Hej Kochani, witam was bardzo serdecznie nie zależnie od tego, czy odwiedzacie mnie późno w nocy w niedzielę, czy w poniedziałek podczas przerwy w pracy lub przy kawie, a może w środku tygodnia gdy sobie przypomnicie o mojej niedzielnej serii. To był jak zwykle szalony i długi tydzień. Tak jak pisałam w poprzednim poście jeszcze w poniedziałek byłam w UK. Dlatego zacznę od początku... ale ostrzegam dzisiejsza liczba zdjęć przechodzi ludzkie pojęcie :) Ale jakby ktoś nadal czuł niedosyt, to zapraszam na relację z weekendu na blogu mojego brata Jacka (TUTAJ)

 Lotnisko Luton - 3:00 nad ranem :) Thanks God for Starbucks...
 Jeszcze chwila do odlotu przed 8:00 - ostatnie angielskie przekąski :D
OMG!!! Ledwo dałam radę z tymi walizkami. Pytaliście się mnie o bagaż. Ja zawsze latam z Wizzair, a tam duży bagaż rejestrowany może mieć aż 32 kg (!) ja dodatkowo dopłaciłam jedynie 126 zł i mogłam zabrać w drodze powrotnej kolejne 32 kg - polecam każdemu, kto planuje większe zakupy :P
 Me & Jack nareszcie w domku :)
 a jak jest Jack - musi być i sushi - oboje jesteśmy miłośnikami <3
 czekając na pociąg...
 bo tego samego dnia jeszcze jechaliśmy do Olsztyna
 kwiatki powitalne od mamusi <3
 Wtorkowy obiad z moimi cudownymi dziewczynami w CUDNYCH MANOWCACH
 Kasia :)
 I moja słodycz...
 Nina: Ciekawe czy zamówią mi deser....
 So cute....
 Jaka Ninuś taka Ciocia - opaskowy szał :) + filmik z wielkim haulem na kanale (TUTAJ)
 Shy Girl
 totalna rozpusta...
 a potem pokuta i tylko owocki :D
 Kolacja z mamą - tortilla :)
 1/3 herbat jakie przywiozłam z UK hehehe
 Nina: Jak dorosnę też będę używać szminek nude z MAC'a
Urodzinowa impreza niespodzianka dla mojej Kasi - Happy Birthday (mama najbardziej się wczuła w dmuchanie)
 a to mój pomysł na prezent, Kasia planuje kupić niebawem auto więc zamiast prezentów, zebraliśmy wspólnie pieniążki i wsadziliśmy w te urocze pudełko pod samochodzikiem
 U cioci na kolankach - selfie selfie
 i u wujka... Nina: Ciociu, wujek martwi się tylko o to, aby on dobrze wyszedł, a ja mam jakiś badziew na głowie... help me
 N: O! Tak lepiej... No... już taka jestem
N: niam... niam....
 throw-back-thursday :P OMG ile to już lat...ćwierć wieku chyba...
 Szybki spacerek wokół jeziora Długiego w Olsztynie
 piękne miejsce...
na spacer, bieganie czy rower... polecam :)
 I przystanek w YOLO u moich kosmetyczek na porcję arbuza <3
 Jack - niezastąpiony na poczcie :) przy pomocy z paczkami
 drinki mocno rozweselające :D
 mamuś w ogródku
 warzywka
 Post z elementami tego makijażu TUTAJ
 warto było czekać na swoje marcheweczki :) Pyszotki 100% organic
 soczek od mamy :)
 I kawka na działce...
 nasze ziółka - zrobiłam z nich pyszny omlet... poezja... chcecie przepis?
 piękna pogoda :)
 nowości do czytania
 i drugi film tym razem wielkie zakupy kosmetyczne (TUTAJ)
 W drodze do Szczytna do Marzenki
 arbuzowe niebo... przepis (TUTAJ)
 Hellooo.... Koncert Czerwonych Gitar :)
 Fajerwerki - amazing!!!
 niewiasta...
 zachód słońca :)
aż można się rozmarzyć... szkoda, że Taty nie było :(
 rodzeństwo...
 plaża i molo w Szczytnie
 Latanko...
 zakochańcy....
 Miniatura Jacka - a jaki Casanova, dodam tylko, że te nogi nie należą do jego mamy :D
 Był też czas na chwilę zabawy... wspomnienia z dzieciństwa, bierki :D
 Obiad - made by Manju...
 Och tak!!!!
 ale o co chodzi?
Morning after....
Dziś rano była burza i lało, więc mimo godziny 10:00 padło hasło, że robimy sobie babski wieczór i mini SPA
 wild child :)
 Mama :)
Sabat czarownic :D mama wygląda tu tak słodziutko, że nie mogę się napatrzeć :D
 na szczęście wyszło słońce...
 była okazja założyć wianuszek :D
 Obiad w Toscanie - pyszna Pizza :D
 mistrzynie drugiego planu...
 omnonononom....
 wariaci 
 plus size fashion - strój z asos.com
 Siostry Olsen :)
Bye bye Szczytno... Do zobaczenia za rok !!!!