sobota, 26 listopada 2011

Przed świtem...

Jestem nieco przerażona zjawiskiem jakie zapanowało na całym świecie, a mianowicie "zmierzchomanią". Jestem przerażona jego rozmiarem, ale z drugiej strony nie dziwi mnie ono wcale bo ludzie (szczególnie młodzi) uwielbiają się czymś fascynować, przeżywać losy bohaterów, zakochiwać się w aktorach i potem piszczeć w kinie... Od ładnych paru lat świat się podzielił na miłośników wampirów i wilkołaków... Ja od razu na wstępie przyznam się bez bicia, że Robert Patison nie robi na mnie żadnego wrażenia, więc już chyba wole te duże pieseczki... :) Cała historia i szaleństwo zaczęło się od książek napisanych przez Stephenie Meyer, ale to aktorzy obsadzeni do ekranizacji Sagi podbili serca milionów fanów.  





Przechodząc do rzeczy, mój ukochany braciszek Jack zaprosił mnie i moją siostrę Marzenkę do kina na najnowszą część zmierzchu pt. "Przed świtem". Obie widziałyśmy wszystkie poprzednie części więc nie sposób było odmówić. Poza tym nie często zdarza się okazja, gdzie możemy się gdzieś wybrać całą trójką. Prawie jestem w stanie przemilczeć fakt, że jak bookowałam bilety, wszystkie miejsca były wolne, zatem kolejne osoby musiały już rezerwować bilety z moimi zaznaczonymi miejscami na ekranie. Zatem ktoś zamówił sobie 4 kolejne miejsca na lewo ode mnie i jak usiadłam obok - wielkie zdziwienie i westchnienie dlaczego ja tam siedzę? Helllloooo!!!! trzeba było zrobić jedno miejsce przerwy przy zamawianiu to było by luźniej, ludzie w ogóle nie myślą... Nie skomentuję również faktu, że telefony komórkowe rozdzwaniały we wszystkich zakątkach sali, bo przecież ciężko jest na dwie godziny wyciszyć... Ale do rzeczy. Poszłyśmy całe podniecone, ale już od pierwszych scen ciśnienie nam się podniosło... Czy to tylko nam? Czy wam też się wydaje, że w tej najnowszej części Bella jest wyjątkowo irytująca, stoi jakaś taka wykrzywiona, twarz ma taką jakby jej się kupkę chciało. 



Ja rozumiem, że bierze ślub z wampirem,  że potem on ją pogryzie i ona już nigdy nie będzie sobą, ale tak czy inaczej to jest ślub z facetem którego ona rzekomo kocha, trochę radości dziewczyno!!! Jej styl bycia mnie najzwyczajniej w świecie irytuje. Na pewno nie jedna z nas rzuciła by się w ramiona Edwardowi lub Jacobowi, a ona jest jakaś taka niemrawa jakby jej ktoś kij od mopa w dupcie wsadził. Mimo tego uważam, że wygląda w tej części kwitnąco zarówno podczas ślubu jak i na miesiącu miodowym. Wracając krótko do ślubu, zachwyciła mnie jej suknia zaprojektowana przez Caroline Herrerę, a szczególnie jej plecy. Dla tych co nie widzieli wstawię fotkę.


Mam dla was dobrą wiadomość, replikę tej sukienki zaprojektował Alfred Angelo i jest ona do kupienia za jedyne... uwaga... $799. No ale jak chcemy wyglądać jak ze Zmierzchu :)  



Ogólnie jestem trochę rozczarowana tą częścią, na pewno była słabsza niż poprzednia, ale też wywołała u mnie pewien niedosyt, zdziwiłam się, że to już koniec :( chciałam oglądać dalej... No nic trzeba czekać cierpliwie bo przecież jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze i mimo, że książka 4 była jedna, to podzielono ją na 2 części, żeby jeszcze więcej na filmie zarobić. Może skuszę się na książkę? Co najbardziej podobało mi się w filmie, i tu bez nuty sarkazmu chylę czoła, za make-up i charakteryzację. Ja jako wielka "znawczyni" kosmetyków i makijażu byłam bardzo mile zaskoczona. Szczególnie twarz Belli w okresie ciąży - niesamowita, i do tego te kości, wychudzone ciało... Bardzo wiarygodne... No ale cóż więcej detali nie zdradzę, zachęcam do pójścia do kin chociaż w mojej skromnej recenzji ta część dostaje tylko 3 gwiazdki... Całuję was mocno... 

18 komentarzy:

  1. W pełni cię popieram Laura. A najbardziej wkurzało mnie zawsze piszczenie słodkich trzynastolatek kiedy tylko Edward pojawiał się na ekranie. Już po 2 części jakieś zafascynowanie filmem mi przeszło i teraz oglądam je tylko dla Petera Facinelli, który gra Carlisle'a bo według mnie jest strasznie przystojny, a poza tym jest świetnym aktorem

    OdpowiedzUsuń
  2. mnie jakoś ta seria nie wciągnęła, ani aktorzy, ani ich gra a i ogólny wątek - no nie działa to na mnie to jakoś... mogę przejść obojętnie obok tego

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja zdecydowanie bardziej wolę książkę...seria filmów raczej kiepska - co do Belli zgadzam się w 100% - także polecam przeczytać sagę - bardziej działa na wyobraźnię:)

    OdpowiedzUsuń
  4. a ja się ubawiłam po pachy oglądając ost. część w kinie :) tylko jak Bella wytłumaczy teraz ojcu, że jej ciąża trwała tak krótko?? ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja nie widziałam żadnej części tego filmu:) Chyba nie mój styl :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam takie same odczucia co do Belli, poza tym jak się całują to mają takie miny jakby ich coś bolało haha! nie powiem co:PP Książka zdecydowanie lepsze!! A film jest na raz do obejrzenie, później nie ma po co do niego wracać!

    OdpowiedzUsuń
  7. Uważam, że to chyba najgorsza część. Ledwo wysiedziałam te 2h, monotonnie a Kristen w roli Belli przyprawiała mnie o depresje.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie tam się Bella podobała. Najlepsza była końcówka, wspomnienia jej jako człowieka i e czerwone oczy :) A wiecie, że po napisach była jeszcze część filmu?

    OdpowiedzUsuń
  9. Zgadzam się z tobą w 100%! bella jest do kitu. Aż się chce jej przywalić żeby się ogarnęła ;p

    OdpowiedzUsuń
  10. Moim zdaniem taka była konecpja jej postaci;-) i nie było w jej zachowaniu nic dziwnego. Po pierwsze troche empatii! Kobieta porzuca swoje 'człowiecze' życie , rusza w podróż w nieznane. Nie wie do końca co ją czeka.Może nawet się boi. Poza tym jej postawa hm ' powagi' wskazuje moim zdaniem na to , że to uczucie do Edwarda nie jest takie trzepotliwe i naiwne..Nacechowane jest dojrzałością i pełnym oddaniem. Ona raczej jest nim dalej zafascynowana w tym filmie ( w książce też) niż rozweselona własną sytuacja:) Mnie się film bardzo podobał, najbardziej ze wszystkich części ;-))

    OdpowiedzUsuń
  11. Heheh mam dokładnie to samo zdanie co Ty, na temat "zachwytów" nad Patinsonem i też zdecydowanie bardziej wolę pieseczki. Swoją drogą - gdy przeczytałam "duże pieseczki" od razu humor mi się poprawił :D

    OdpowiedzUsuń
  12. a ja powiem, że ta część filmu taka sobie, nie robi już na mnie takiego wrażenia. może dlatego że wolę i polecam ' pamiętniki wampirów ' !

    OdpowiedzUsuń
  13. Zmierzch brrrr, nie przepadam. Od stylu napisania książki (brak logiki), przez bohaterów do samej autorki. Jeśli chodzi o wampiry to wolę zdecydowanie koncepcję Rice i Laurell Hamilton.
    Czaje się do obejrzenia tej części ~~

    OdpowiedzUsuń
  14. Książka przed świtem jest długa ma coś koło 800 stron i dlatego podzielili ją na dwie części. Nawet autorka się nie zgodziła na jedną. Gdyby była tylko jedna część większość ważniejszych wątków zostałaby pominięta.

    OdpowiedzUsuń
  15. A jak dla mnie film świetny. Najlepiej zrealizowana część z całej sagi :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja byłam zachwycona tą częścią! Jestem wielką fanką sagi -team Edward xd Oczywiście zachowanie Belli mnie wkurza prawie samego początku do prawie samego końca, ale ona już chyba tak ma. Ja bym się cieszyła gdybym wyszła za mąż za Edwarda! :) Polecam Ci z ręką na sercu Sagę Zmierzch! Książki są o niebo lepsze! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Osobiście nie lubię "Zmierzchu". Filmy są całkiem dobrze zrobione, ale to, że Edwarda i innych nazywa się wampirami to gruba przesada.
    Przeraża mnie, no dobrze, może nie przeraża, chociaż irytuje, że młodzież i dzieci zachwycają się tym i obnoszą z tym, że lubią wampiry; podczas gdy te postacie nie mają z wampirami nic wspólnego. Zostały przememłane, przetrawione, wyplute, przememłane jeszcze raz i wyrzygane. "Zmierzch" jest niczym innym jak kolejną miłosną opowiastką, ale z odrobiną hmmm fantazji.

    OdpowiedzUsuń
  18. Film do bani w porównaniu do książki (choć na samą książkę też jestem już za duża.. ;p) ale najlepsza scena jak dla mnie IV części filmu.. to ostatnia scena aż mam ochotę już teraz obejrzeć ostatnią część :P pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń