środa, 1 lutego 2012

Noc w aptece...

    Jako, że jest środek nocy, a ja wraz z moją siostrą mamy dziś nocny dyżur w aptece, postanowiłam napisać na moim blogu... Muszę przyznać, że klientów mamy nie wielu, więc tak sobie siedzimy i plotkujemy, wspominamy dawne czasy... Przebywanie wśród leków wywołuje u mnie dziwny powrót do lat dzieciństwa, gdy mama kupowała nam Kinder Biovital Żel... 

Ale ten żel był pycha, nie wiem w sumie na co pomagał, ale pamiętam jak dziś gdy ustawialiśmy się w rządku przy lodówce, mama wyciągała magiczną, schłodzoną tubkę i tą samą łyżeczką karmiła nas małymi porcjami, tylko raz dziennie... Dziś to by na pewno nie przeszło, bo moja siostra ma awersję nawet do picia z tej samej szklanki co ktoś inny :) 
    Ogólnie jak byliśmy mali, wiele rzeczy robiliśmy razem. Na przykład kąpiele... mamy gdzieś takie video, gdzie całą trójką siedzieliśmy w wannie i jak Marzena myła zęby tuż za mną, wypluwała zawartość buzi na moje plecy, albo jaka była wojna o to kto pierwszy ma wyjść. Ja osobiście często udawałam, że występuje w jakiejś reklamie szamponu do włosów, wówczas bardzo popularny był WASH&GO i masując swoją lichą fryzurkę pełną piany powtarzałam "... piękne włosy, bez łupieżu".


    Ach, ale wracając do leków, gdy bolało nas gardło, prosiliśmy mamę o "pessani" co dziś już wiem potocznie nazywa się Chlorohinaldin :) Ogólnie nie jest łatwo mieć trójkę dzieci w podobnym wieku w domu. Bo jak jedno się rozchorowało to na 100% drugie też, a trzecie już wykombinowało jak się dołączyć do gangu. Zwykle tą trzecią osobą była moja siostra, która aby również nie iść do szkoły kładła termometr na grzejniku i również zostawała z nami w domu. Moja mama wówczas mówiła, że ma "szpital na peryferiach". To jeszcze nic, pamiętam jedno takie leżakowanie u mamy w pokoju, oglądaliśmy bajki na kasetach VHS. 

Mama przynosiła nam wielką miskę z gorącą wodą i dolewała do niej aromatycznego olejku, aby nam się lepiej oddychało, taka domowa inhalacja. Stawiała tę miskę na ziemi przy łóżku i po stokroć ostrzegała, że nie mamy prawa pod żadnym pozorem schodzić z kanapy, bo to jest gorące i można się oparzyć, że jak coś nam trzeba to mamy krzyczeć. No i tylko mama wyszła z pokoju do kuchni, już rozległ się krzyk... Ale niestety dlatego, że Marzenka już jedną nogą była we wrzątku... no i dawaj pod zimny prysznic, przyklejone do skóry rajstopy... feeee...
    
Albo jak kiedyś przez nas Jacek (mój brat) rozbił sobie głowę o kant łóżka, krew lała się niemiłosiernie a my tylko mówiłyśmy do niego "ciiiii...ciiichutko... bo mama usłyszy". Ale wracam jeszcze na chwilę do grypy... Mój tata wyznaje nieco "swojskie" metody leczenia, typu "czosnek i cebula są dobre na wszystko".
Kiedyś bardzo bolało mnie gardło więc tata postanowił przyrządzić mi miksturę z utartego masła z czosnkiem. Dzięki Bogu, że przyszedł z tą łyżeczką za mną aż do toalety bo chociaż miałam blisko aby wszystko zwymiotować. 
    Apropo wymiotowania, nie jest fajnie spać z młodszą siostrą kiedy ta cierpi na grypę żołądkową. Kiedyś  podczas snu zwymiotowała sobie na twarz, tata od razu przybiegł a ona powiedziała "tato, zrzygałam się..." na wypadek gdyby on tego jeszcze nie zauważył. No i pobudka w środku nocy, zmiana piżam, zmiana pościeli... ach to były czasy.
 
Czy mieliście kiedyś stawiane bańki? My niestety tak, kolejnym mankamentem posiadania rodzeństwa jest fakt iż najpierw trzeba się z  boku napatrzeć co za chwilę będzie robione Tobie. A oglądanie stawiania baniek na plecach to mało przyjemne do oglądania zjawisko. Urokiem bycia najstarszą jest świecenie przykładem i rzut na pierwszy ogień. 


    Kiedyś znane mamom były tylko takie leki jak polopiryna S (z takim niebieskim pazłotkiem), które mama czasem ugniatała między dwiema łyżeczkami jak nie szło tego połknąć, Rutinoscorbin no i wspomniany już wcześniej przeze mnie Chlorohinaldin. Jak dziś patrzę na półki w tej aptece, to aż nie mogę uwierzyć ile tego jest. Niemal dla każdej grupy wiekowej dziecka oddzielne lekarstwa, do wyboru do koloru, misiaczki, Marsjanki, nawet Eskimoski z Alaski. 
Może to dobrze, że jest wybór, ale z drugiej strony mam nieodparte wrażenie, że przemysł farmaceutyczny w ostatnich latach tak przyspieszył, że zapomniał już jakie jest jego główne zadanie. Leczyć ludzi, zaopatrywać ich w leki... A tymczasem stał się to biznes jak każdy inny, reklamy leków i suplementów stanowią już jakieś 70 % emitowanych spotów i nawet była Pierwsza Dama poleca nam Rutinacea. Ale nikogo za to nie krytykuje, takie czasy... Jak powiedział pewien pacjent, który przyszedł tu do nas do apteki parę dni temu "Dziś za pieniądze to i Ksiądz się modli". 
    Skoro już jestem przy temacie chorób, a mam nadzieję nie prędko do niego powrócić warto wspomnieć o tych najbardziej wstydliwych chorobach, których nie dało się ukryć. Mowa oczywiście o Śwince albo Ospie wietrznej. Jakież to było okropne... Twarz puchła jak bania, oczka robiły się malutkie, tylko po co wiązało się wówczas tę chustkę wokół głowy??? Nie chcę nawet wspominać ospy i tego okropnego mazidła którym mama smarowała każdą jedną kropkę na naszym ciele. Pocieszające jest tylko to, że każdy z nas to przeżył. 

    Dzieciństwo - dzieciństwem a ja kilka lat temu też załatwiłam się w bardzo głupi sposób. Pojechałyśmy z mamą i Marzeną do Spa w Mrągowie. Mieli tam gorące źródełko na śniegu, więc nie mogłyśmy się oprzeć i tak biegałyśmy, sauna, basen i na dwór do źródełka, parę zjazdów na ślizgawce i znowu na zewnątrz... Już w nocy sądziłam, że schodzę... 40 stopni gorączki, majaczenie, bezsenność... ale najgorsze nadeszło nad ranem, bóle we wszystkich kościach, dreszcze i wstręt do wszystkiego. Tak się oto zakończył nasz pobyt w hotelu a jak wróciłam do domu, leżałam jeszcze 5 dni na antybiotykach. Koszmar... :( 
    Podsumowując lepiej chyba zapobiegać niż leczyć. Podczas gdy politycy kłócą się z lekarzami, a lekarze z aptekarzami lepiej nie chorować. Cały nowy system wprowadzony ledwie miesiąc temu kuleje i ciężko go postawić na nogi. Zatem musimy się pocieszać, że już niebawem wiosna, która kompletnie nie sprzyja żadnym chorobom, no może za wyjątkiem alergii :) Ale pamiętajcie aby dbać o siebie i inwestować w siebie. Życzę wszystkim dużo zdrowia i energii na cały miesiąc... xxx

16 komentarzy:

  1. Ja też pracuję dziś w nocy, produkuję te lekarstwa, które Wy sprzedajecie. :)
    I mam bardzo podobne wspomnienia z chorowania w dzieciństwie.
    A te bańki... brr.
    Do dziś gdzieś stoją na strychu.
    I prawda jest stara jak świat. Lepiej zapobiegać niż leczyć!
    Pozdrawiam!
    alehambra

    OdpowiedzUsuń
  2. Przez Twoje opowiastki przypomniały mi się moje dziecinne czasy, choróbki te prawdziwe i te "koloryzowane". Co prawda nie w trójkę, a w pojedynkę,ale też było śmiesznie:) W moim języku chlorochinaldin to było "ciuciu ciuciu":P
    POzdrówka.:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytając to uśmiecham się, bo przypominam sobie swoje dzieciństwo :) My z Siostrą też zazwyczaj razem chorowałyśmy, jedna łapała od drugiej :) chlorohinaldin o tak, też na gardło stosowałyśmy :D i pamiętam jeszcze vibovit i visolvit w saszetkach do rozpuszczania w wodzie :) syrop z cebuli itp domowe metody też na nas stosowano ;)
    Bańki też pamiętam, stawiał mi je mój Świętej Pamięci Dziadziuś i bałam się zawsze, że mnie poparzy tym ogniem ;) ale w sumie nie było to takie złe jak sobie teraz przypominam i jakby teraz ktoś chciał mi postawić bańki to bym się chętnie zgodziła :D ale teraz są różne rodzaje baniek i wcale ognia nie potrzeba ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale się uśmiałam czytając ten wpis...

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny wpis.Przypomina się dzieciństwo :) Lubię czytać Twojego bloga i czekam na kolejne posty a tymczasem zapraszam do mnie http://www.bizuteriabeatki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale się uśmiałam czytając ten post :) Ja potrafię tak wstrząsnąć termometrem, że temperatura się podwyższa. Jestem w stanie ustawić jaką tylko chcę temperaturę. Ale moja Mama nigdy nie dała się nabrać na moją udawaną gorączkę :P Ale jak byłam kiedyś w szpitalu to inne dzieci przybiegały do mnie, żebym im podniosła temperaturę, bo była taka fajna atmosfera na oddziale, że chciały zostać jeszcze kilka dni w szpitalu. Przerażające jakie dzieci mają czasem pomysły :)

    A z tą cebulą i czosnkiem mój Tata wyznaje taką samą zasadę. Wczoraj źle się czułam i brało mnie choróbsko a mój Tata przyszedł do mnie z talerzem obranej i pokrojonej cebuli i kazał mi to zjeść. Okropieństwo ale o dziwo dzisiaj czuję się bardzo dobrze, mam tylko lekki katar a po gorączce nie ma śladu. Jednak stare metody są lepsze od tych wszystkich farmaceutyków.

    Pozdrawiam i życzę zdrowia :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny blog Laurko!! Kinder biovital mmm już czuje ten smak, dzieciństwo to były fajne czasy, cieszę się, że nam o tym przypomniałaś:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam Cię, strasznie się uśmiałam ;) .

    OdpowiedzUsuń
  9. Miałam stawiane bańki ogniowe nie raz nie dwa, pomimo tego że nie dokońca rozmumiem fenomen tej metody uwarzam że jest skuteczna.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem zainspirowana tym co robicie - nagrywać filmików nie mam odwagi ale chociaż założyłam swojego Bloga i zdobyłam się na odwagę by pisać o tym co lubię i pokazywać to co noszę czyli swój styl :) Za to dziękuję :* Ps. żałuje, że nie mam siostry

    Co do chorowitości to u mnie w domu wszyscy się rozłożyli mnie kaszel również męczy ale trzymam się bo muszę pracować !!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ostatnio spotkaliśmy się z moim rodzeństwem i właśnie wspominaliśmy te nasze dziecinne czasy.Jak chorowaliśmy razem ta ospa,różyczka świnka,grypa.U nas też zawsze mieliśmy stawiane bańki,pamiętam polopiryne s i jak byliśmy dziećmi to jeszcze wibowit.Pamiętam że wysypywaliśmy sobie na talerzyk i zlizywaliśmy z talerzyka.Czasem brakuje mi tych dziecinnych lat choć nie powiem że teraz nie jestem szczęśliwa mam męża dwuletnią córeczkę i teraz to my zajmujemy się swoim Dzieciaczkiem podczas choroby i wogóle i teraz jak patrze na swoje życie zanim się urodziła nasza córeczka to uważam że było fajnie ale nie wyobrażam sobie teraz że mogło by jej nie być teraz jest o wiele lepiej.Wspólczuje rodzicom którzy tracą swoje dzieci ja nie wiem jak bym coś takiego przeżyła.Poprostu sobie tego nie wyobrażam.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten fragment rozbawił mnie najbardziej: `Apropo wymiotowania, nie jest fajnie spać z młodszą siostrą kiedy ta cierpi na grypę żołądkową. Kiedyś podczas snu zwymiotowała sobie na twarz, tata od razu przybiegł a ona powiedziała "tato, zrzygałam się..." na wypadek gdyby on tego jeszcze nie zauważył. No i pobudka w środku nocy, zmiana piżam, zmiana pościeli... ach to były czasy.` Nie mogłam przestać się śmiać:D Uwielbiam Was!!!:D

    OdpowiedzUsuń
  13. Pewnie, ze pamietam :) Mialam kinder b. ale do picia. I polopiryna i te "ale tylko poloweczka" mojej mamy.
    Super sie Ciebie czyta. Dodalam do ulubionych.
    Pozdrowienla z Francji :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Z wielką przyjemnością czytałam ten wpis! Aż sama mi się buzia uśmiechała :) Ja mam starszą siostrę i też nie raz był "szpital na peryferiach" ;p A ile razy bańki! Nas mama katowała syropem z cebuli domowej roboty albo sokiem z czarnego bzu od babci. To dopiero jest koszmar! Z witaminowych przysmaków pamiętam pikovit i visolvit :D Miło powspominać. Gorąco pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. hahaha najlepszy był fragment "tato zrzygałam się" jak by nie zauważył :D
    w ogóle dodałam sobie jakiś czas temu do ulubionych na YT ten Twój filmik z ziają pomarańczową (pisałyśmy o tym na fb), i jak włączam playliste, to potem mi się przełącza na ten filmik i znam już na pamięć początek haha "witajcie moi kochani, pomyślałam sobie że musze tę ziaję dokończyć... bo jak jej nie dokończe, to szkoda słów moi drodzy, zebrać się ..." haha ;) no wesoło musieliście mieć w dzieciństwie w 3kę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. A co zrobi siostra jesli ktos w nocy poprosi o wystswienie odpisu albo recepty farmaceutycznej albo przyniesie rozowa recepte do realizacji??? Odesle do innej apteki czy zlamie prawo, bo nie moze jako technik wykonac zadnej z tych czynnosci ani wydac wielu innych lekow...Mysle,ze pisanie tutaj o Waszych nocnych dyzurach moze byc bardzo "kosztowne" dla wlasciciela apteki...Warto sie zastanowic zanim die cos opublikuje...

    OdpowiedzUsuń