wtorek, 21 lutego 2012

To się w głowie nie mieści!

  Byłam ostatnio w lokalnym supermarkecie i zostałam absolutnie zdegradowana przez "babcię" w moherowym berecie z wózkiem pełnym zakupów. Nie ma przebacz! Żadnego "przepraszam", żadnego "czy mogę"...?? Normalnie miejska dżungla, wygrywa szybszy i silniejszy. W tym przypadku przy babci tygrysicy, ja wyglądałam najwyżej na gazelę :( Pan w okularach, który stał obok mnie spojrzał tylko z niedowierzaniem i syknął (wystarczająco głośno aby babinka usłyszała) "Do czego to dochodzi, a myślałam że emeryci się nigdzie nie śpieszą". Myślicie że babcia się obraziła? A skąd! Wykładała zakupy na taśmę, dumna z siebie, że wbiła się w kolejkę i możemy jej teraz "naskoczyć".
    Przyznam się wam bez bicia, że pod tym względem bardzo tęsknię za Wielką Brytanią, tam "I'm sorry", "Excuse me" i "Thank you" są na porządku dziennym. Mało tego są wręcz nadużywane. Nie raz zdarzyło mi się szturchnąć czy popchnąć kogoś niechcący, a ten ktoś od razu mnie przepraszał, że w ogóle stanął mi na drodze. Mimo to już wolę tę naciąganą i przesadną uprzejmość niż polskie chamstwo. Weźmy dla przykładu olsztyński Empik w centrum handlowym Alfa. Przecież to jakaś klatka, w której ludzie walczą o przetrwanie, nie dość że i tak jest tam mało miejsca, przystanie na chwilę przy jakieś półce nie wchodzi nawet w grę. Ludzie ocierają się o siebie, depczą po nogach jak na wiejskiej dyskotece, i przede wszystkim chodzą "pod prąd". Nienawidzę tego miejsca i coraz rzadziej tam zachodzę bo szlag mnie trafia jak ktoś mnie puka z każdej strony i nawet nie próbuje przeprosić. Wręcz przeciwnie, wszyscy idą dalej i nawet cię nie zauważają.
    Ogólnie wszelkie centra handlowe pękają w szwach i mówi się o kryzysie ekonomicznym, o tym że w Polsce nie ma pracy. To jakim cudem w sklepach jest wiecznie tyle ludzi? Za co oni kupują? 
  A'propo kupowania, a raczej sprzedawania... Ostatnio z moją siostrą byłyśmy na zakupach spożywczych, zauważyłam że graniczy z cudem aby ktoś cię miło obsłużył. Ekspedientki w większych sklepach są jak roboty, które tylko skanują produkty przez kasę i machinalnie wypowiadają "86,50, zapraszam ponownie, następny...". Ludzie! Ja rozumiem, że pewnie kasa z takiej pracy jest marna, ale jestem święcie przekonana, że i do tej pracy znalazło by się parę chętnych dziewczyn, które wykonywałyby ją z uśmiechem na ustach. Więc skoro masz już tę pracę to chociaż wykonuj ją najlepiej jak umiesz. Ktoś mógłby się ze mną nie zgodzić, że osoby te mają gorsze dni, że są źle traktowane, że nie da się być miłym dla każdego klienta. Postanowiłam to sprawdzić...
    Kilka lat temu, będąc świeżo po maturze postanowiłam iść do pracy na wakacje. Bardzo chciałam się dowiedzieć jak to jest w tych supermarketach. I zatrudniłam się w jednym takim sklepie w Olsztynie. Cały kurs obsługi kasy fiskalnej trwał raptem pół godziny, po czym byłam już zdolna i gotowa do obsługi klientów. Dziewczyn było chyba po 6 na każdej zmianie, głównie młode przed trzydziestką, ale i kilka starszych, które i tak czuły się młode duchem. Szybko okazało się, że "nie taki diabeł straszny jak go malują" praca była całkiem przyjemna, na porządku dziennych spotykałam takie osoby jak Krzysztof Hołowczyc z rodziną czy Piotr Galiński. Starałam się uśmiechać do wszystkich, nie dałam się szefowi i nie nosiłam obciachowej koszulki w rozmiarze XL z logo sklepu, było lato wiec ubierałam sukienki, czasem kolejki niemiłosiernie się wydłużały, czasem w ogóle nie było co robić, podliczanie kasy na koniec dnia traktowałam jak tajną misję bankową :) Było ok, zawsze miałam uśmiech na twarzy mimo iż głupota ludzka nie zna granic. Mimo iż dzień w dzień znalazł się ktoś kto nie zważył warzyw, lub wziął jakiś produkt bez kodu, lub tak jak jeden pan rozerwał czteropak słoików i powiedział ze chce tylko 1 i ja mam mu cenę podzielić na 4 :)
    Zatem jak widzicie, żadna praca nie hańbi, i stanie za ladą z naburmuszoną miną nic tu nie pomoże. Koniec końców to praca, jest z tego zarobek, a dobre wychowanie i minimum sympatii dla drugiego człowieka nic nie kosztuje.
    Oglądałam ostatnio z moją mamą telewizję, jakiś nowy polski program o metamorfozach, niby wszystko ok, ale jak zobaczyłam kogo wzięli pod lupę, ładna młoda dziewczyna, bez żadnych defektów, tylko trochę zaniedbana. A czemu naprawdę nie wezmą kogoś po przejściach? Kogoś kto takiej metamorfozy potrzebuje. A nie, pofarbują włosy, zrobią makijaż i udają że kobieta jest jak "nowa". Absurd. Ogólnie takie programy mnie przerażają, bo ja swój kanał urodowy na YT założyłam po to by każdej kobiecie uzmysłowić, że jest piękna i wartościowa, że każda z nas ma prawo do szczęścia i czasu dla siebie. Natomiast w tych programach, wykonuje się zabiegi na całe ciało, liposukcje, powiększanie piersi, wybielanie i naprawianie zębów, botox, korektę nosa... w rezultacie kobieta wychodzi jako zupełnie inny człowiek. Więc co? To kim była przed programem nie było do przyjęcia? Nie zasługiwała na szczęście? Teraz jak wyczarowali z niej łabędzia raptem zmieni jej życie? Kogo oni chcą oszukać? Nienawidzę tych programów. Kobietom się wydaje, że jak będą inaczej wyglądać to nabiorą pewności siebie. Ma to sens oczywiście, ale tylko wtedy gdy same tę strefę komfortu sobie wypracują. Gdy zapoznamy się ze swoim ciałem i zaprzyjaźnimy z umysłem. Kiedy pokochamy siebie i odkryjemy co dodaje nam pewności siebie, może czerwone szpilki, może piękny szal, może makijaż, może przedłużone rzęsy. Czy nie macie czasem tak, że jak wychodzicie od fryzjera z nową fryzurą, albo nowym kolorem, jakoś tak śmielej kroczycie przez miasto, raptem płaszcz lepiej na was leży, czujecie się ładniejsze, macie ochotę iść z kimś od razu na kawę. Albo gdy idziecie na jakąś imprezę i odświętnie macie nieco bardziej odważny makijaż. czy nie trzepoczecie rzęsami i nie czujecie się szczęśliwsze. Za przykład znowu posłuży mój brat, z którym byłam ostatnio w kawiarni. Niedawno zdjął aparat na zęby, potem je wybielił i od tamtej pory cały czas się uśmiecha. Szczerzy te swoje zęby do każdego... bo uśmiech dodaje mu teraz pewności siebie (chociaż mam wrażenie że nigdy mu jej nie brakowało).
    Chcę tylko powiedzieć, że musimy sami do tego dojść, bo jeśli ktoś weźmie nas pod nóż, ubierze w cudze ubrania, nałoży makijaż i odmieni nas bez żadnej konsultacji z nami, to wątpię abyśmy były szczęśliwe. Taka przemiana musi narodzić się wewnątrz. Ja na przykład nie wychodzę z domu bez makijażu, nie będę kłamać, że mi się to w ogóle nie zdarza, ale wolę tego unikać. Chociażby podkład i maskara, a już czuję się lepiej. Mam wrażenie, że ludzie zawsze patrzą się na twarz i dlatego lepiej się czuję jak mam zrobione brwi, podkreślone oczy, błyszczyk. To przecież wiele nie kosztuje, kilka minut przed lustrem, a staję się inną osobą. I nie ma to nic wspólnego z próżnością, "malowaną lalą", czy "tapeciarą"... po prostu odkryłam, że to poprawia moją własną samoocenę, to sprawia, że czuje się lepiej, wygodniej, pewniej. A gdy tylko nie mam makijażu robię się nieśmiała, mój ton głosu się obniża i nikomu nie patrzę w oczy. Ale jak już wspomniałam, ten stan u każdej z nas przejawia się czymś innym.
    Oglądałam też program na MTV "Brzydkie kaczątko" czy jakoś tak, gdzie dziewczyny przechodzą 48 godzinną metamorfozę, a potem idą na wymarzoną randkę z chłopakiem, w którym kochają się od dawna. WTF? Jeśli ten chłopak nie odkrył cię pomimo, że byłaś tak blisko, to czemu się dla niego zmieniasz? Ktoś kiedyś powiedział, że jak ktoś nie docenia cię i nie szanuje w twoim najgorszym momencie życia, nie zasługuje aby być przy Tobie w tym najlepszym. Jeden chłopak w tym programie powiedział: "Ty mi się też od dawna podobałaś, ale bałem się to powiedzieć, nie musiałaś się zmieniać, bo urzekłaś mnie taką jaką byłaś". No i o to chodzi. Miłość nie przychodzi na zawołanie, a już na pewno nie wtedy kiedy nie jesteśmy sobą. Dlatego dziwię się dziewczynom, które na pierwsze randki zakładają sztuczne rzęsy, pożyczają ciuchy od koleżanki, albo pierwszy raz w życiu nakładają obcasy. Chyba lepiej jest być sobą, wyglądać w  miarę naturalnie, nie udawać kogoś kim się nie jest. Bo to raczej nie zadziała, dlatego nie udawajcie że lubicie Gwiezdne wojny jak nawet nie macie pojęcia co to takiego :)
    No i znowu zboczyłam z tematu i mój post po raz kolejny dotyczył relacji damsko-męskich, ale cóż, w lutym szczególnie intensywnie myślimy o miłości. Dla jednych to miesiąc odbudowywania w trwających już związkach, dla innych to "czekanie na miłość". Ostatnio w sobotę tydzień temu oglądałam ten film z Whitney Houston a na drugi dzień rano dowiedziałam się z telewizji że nie żyje. Nic nie trwa wiecznie. Zatem po raz kolejny zachęcam was do chwytania chwil i czerpania radości z każdego dnia. Całuje was mocno...

23 komentarze:

  1. Oooooj zgadzam się z Tobą w 100 %. Też mieszkałam w UK przez 5 lat. Po powrocie do PL strasznie zauważałam chamstwo. Np stoję na przystanku ze swoim facetem, obok kilka staruszek.Opowiadają sobie, która jest bardziej chora, która więcej na leki wydaje itp. Podjeżdża autobus. Wszyscy się rzucają a najbardziej te staruszki. Jakby im miejsca miało zabraknąć. Biegną po innych, nie oglądają się. Ostatnio taką przygodę miałam w secondhandzie, gdzie ledwo postawiłam 1 nogę w sklepie a tu tłum staruszka mnie przygniotła do futryny. I nic ani przepraszam. Nowy towar wrzucili do sklepu to trzeba po ludziach do sklepu. Też mi brakuje uśmiechu w supermarketach wśród obsługi. Innym razem znowu wybrałam się do PKS do punktu informacyjnego, bo nie mogłam znaleźć godziny odjazdu autobusu. Pani w informacji się tak na mnie darła, że pytam w ogóle. Nie wiem co nią kierowało. Chyba to, że zamiast oglądać klan czy m jak miłość ona siedzi w pracy na ciepłym stołku i pije herbatkę. Gdzie są ludzie którzy odśnieżają chodniki przy temp -15. Ludzie mówią, że to my młodzi nie mamy kultury, ale często jednak okazuje się że to ci starsi nie mają jej za przysłowiowy grosz. Cieszę się, że ktoś też to zauważa. Pozdrawiam gorąco buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz mnóstwo racji w tym co tutaj piszesz. W naszym społeczeństwie dominuje przekonanie, że jak kobieta się zmienia dla faceta to on to doceni. Guzik prawda. Bardziej nas doceni jeśli to same dla siebie będziemy się chciały zmienić. Moją pewność siebie i akceptację siebie i swojego ciała pomógł zbudować mój chłopak. Wcześniej byłam zakompleksiona jak każda inna nastolatka. Kilka razy zwrócił mi uwagę, że mam fajną wąską talię i tak jakoś zaczęłam ją podkreślać moimi ubraniami, następnie przeszłam z workowatych dżinsów na bardziej kobiece ciuszki, doszedł makijaż, odważniejsza szminka i jak patrzę obecnie w lustro widzę spełnioną i pewną siebie kobietę, której nie przeszkadza jak ktoś powie "ale masz krzywe nogi" albo "ale masz wielką dupę". Jeśli Ci przeszkadza to czemu się na nią gapisz???

    OdpowiedzUsuń
  3. (...)jak ktoś nie docenia cię i nie szanuje w twoim najgorszym momencie życia, nie zasługuje aby być przy Tobie w tym najlepszym(..)
    Święta prawda, ja doświadczyłam tego na własnej skórze, i mogę powiedzieć w pełni tego świadoma, że jak dzieje się w Twoim życiu coś niedobrego albo wszystko się wali to tylko prawdziwi przyjaciele przy Tobie trwają.
    W moim przypadku są to tylko lub aż 2 osoby.
    Ale opłacało się to wszystko złe przeżyć żeby tego doświadczyć i popmimo, że jest mi strasznie ciężko i czasami nie mam już siły i ochoty na nic , bo moje życie nie jest usłane różami to wiem, że te wszystkie złe rzeczy przytrafiły mi się po to, abym stała się lepszym człowiekiem!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Swego czasu również pracowałam w sklepie, był to sklep z bielizną dla starszych Pań. A jak widać wiadomo jakie starsze panie są. I miałam złe dni, albo okres, albo bolał mnie ząb, głowa, nie wiem - prawa nerka, albo koleżanka nadepnęła na odcisk, pokłóciłam się z mężem, ale nie było dnia żebym nie była miła dla klienta. Zdarzały się klientki upierdliwe, które przyszły tylko po to żebym wyciągnęła połowę towaru na ladę a potem odchodziły z niczym, albo ktoś próbował mi wmówić że źle wydałam resztę, no masa przeróżnych zdarzeń. Ale nigdy, absolutnie NIGDY nie umiałabym być niemiła dla klienta. Zawsze uśmiech na twarzy. I też nie pojmuję dlaczego większość sprzedawców zachowuje się jakby byli na tym stanowisku za karę. Wbrew pozorom to bardzo fajna praca. Bo i zdarzają się fajni klienci. Np taki który nie chce reszty i zaprasza na kawę po pracy, albo pani która przychodziła miesiąc w miesiąc po wypłacie, robiła ogromne zakupy i zawsze zostawiła miłe słowo, albo zapytała co tam słychać - obca osoba. Wiec można :) Wystarczy chcieć.
    Pozdrawiam serdecznie kochana ;) :*

    OdpowiedzUsuń
  5. uwielbiam czytać to co piszesz Laurko! 100% prawdy! po moim ostatnim pobycie w Uk byłam w szoku kiedy ekspedientki przeważnie młode dziewczyny (kiedy płaciłam już za zakupione rzeczy przy kasie) pytały czy: "znalazłam wszystko czego szukałam" "czy jestem zadowolona z zakupu" zawsze były uśmiechnięte i zawsze zagadywały!Może i było to wyuczone, może recytowały regułki ale było to szalenie miłe i takie inne niż zachowanie dziewczyn w sklepach w Polsce! Przykre ale u nas jest to rzadkość! ;[ buziaczki i zapraszam do siebie na bloga! ;]

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety 'Polska kultura' to temat rzeka. Myślę,że żyjąc w UK gdzie tak jak napisałaś słowo '
    Excuse me' albo ' I'm sorry' są na porządku dziennym. Powinniśmy się uczyć i brać od nich przykład. Niestety już taka nasz mentalność a starsze babcie i tak będą wygrane bo z ich punktu widzenia to młodzież jest najgorsza i co ona sobie wyobraża. Też kiedyś miałam taką historię,że wracając autobusem złapał mnie przeraźliwy ból brzucha, nie mogłam wstać w siedzenia. Stająca babcia obok, nie potrafiła zrozumieć jak tak młodą osobę może cokolwiek boleć,że nie potrafi jej ustąpić miejsca...
    Wydaje mi się,że my nie potrafimy dostrzec w sobie piękna i zaakceptować siebie takimi jakimi jesteśmy. Przecież każdy ma w sobie to 'coś' , co jest wyjątkowe i piękne. Ale niestety próbuje naśladować i upodabniać się do innych osób,które totalnie nie mają nic wspólnego z nami. Operacje,zmiana koloru włosów itp.
    Nikt nie jest doskonały,ale często zapominamy o tym co mamy w środku.

    ''Przecież nie ma kobiet brzydkich,są tylko kobiety zaniedbane''

    Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
  7. No Ty jak już coś napiszesz, to się to potem chce czytać i czytać!:) Zgadzam się absolutnie z Tobą w każdej kwestii. To prawda w Polsce ludzie coraz częściej nie maja za grosz kultury i poszanowania dla drugiej osoby, tacy totalni egoiści! Znieczulica się niestety wdziera i czuć to coraz bardziej w "powietrzu";/

    Tak samo uważam, że jeśli ludzie kochają się naprawdę, to żaden lifting, liposukcja, czy botox tego nie zmieni! Poza tym wychodzę z założenia, że kochanego ciałka nigdy za wiele!:) Ale od razu zaznaczam, że ludzie powinny i tak o siebie dbać, tylko absolutnie nie dla kogoś lecz dla samych siebie, żeby się dobrze czuć w swoim ciele. Zdrowy tryb życia, odżywianie się, to podstawa! A jak wiadomo "w zdrowym ciele, zdrowy duch"!:) Racja każdy ma chwile słabości, to zrozumiałe. W końcu człowiek to istota grzeszna, a przynajmniej bardzo podatna na grzeszki(mam tu na myśli akurat takie podjadanie nocami, hot dogi, pizze, kebaby, szarmy, cole ect.). Ale powinniśmy dla dobra swojego żyć w zgodzie ze sobą samym, bo jeśli my siebie nie zaakceptujemy, to nikt innym nam w tym nie pomorze, mimo, że zazwyczaj bliscy nam powtarzają jacy my jesteśmy piękni albo żebyśmy przestali, bo przesadzamy. Jak dla mnie każdy człowiek jest PIĘKNY!!!:) Jedni mają piękne oczy(ja zawsze na oczy zwracam uwagę), inni piękne, gęste włosy, zgrabne nogi(ale ten komplement raczej pasuje do kobiet:D) albo po prostu mają piękny umysł, czy dobre serce, ale usłyszeć takie coś to może kogoś zdruzgotać i wprawić w kolejne kompleksy, choć dla mnie taki komplement też jest ważny. Bo nie szata zdobi człowieka!:) To y było na tyle moich wywodów,ale się rozpisałam, ale widzę że wyżej bloggerzy tez nie próżnują i bardzo dobrze!:D

    Jeśli będziesz miała czas i ochotę, to odwiedź mój blog, też lubię deliberować na takie i inne tematy(problemy) tego świata;) http://jawsosiewlasnym.blogspot.com

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejku, podziwiam Cię, że umiesz tak lekko pisać o sprawach, które nam towarzyszą na co dzień. Tymczasem ja niedawno wróciłam z Belgi i też mi brakuje belgijskiej uprzejmości, gdzie każdy mówi pardon i merci tak często jak się tylko da. Poza tym zadziwili mnie tamtejsi kierowcy, którzy bardzo często się za3mywali na przejściach, a w Polsce jest zupełnie inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja pracowałam na recepcji w klinice medycznej po 12 godzin dziennie i też nie miałam problemu z uśmiechem, ani z życzliwością tym bardziej, że klinikę odwiedzali ludzie chorzy. Była to ciężka praca. Nigdy, przenigdy nie pracowałam jak "za karę" bo uważam, że każda praca potrafi dać satysfakcję jeśli wykonuje ją osoba, która jest na "właściwym miejscu". Dlatego nie rozumiem pań, które z miną cierpiętnicy obsługują klientów i w życiu bym takiej osoby nie zatrudniła u siebie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo trafnie to wszystko ujęłaś :)
    Ale nie łudź się, nic to w tym kraju nie zmieni.
    Laski w sklepie zawsze będą takie same, bo tak i już.
    Taka nasza mentalność, nie chciałam tego mówić, ale tak jest.
    Nie wiem czy ponure miny dostajemy w genach czy jak??
    A co do pewności siebie, to mam dziś wolne, siedzę w dresie w domu i mimo, że nigdzie nie wychodzę to chociaż krem koloryzujący na twarzy musi się pojawić. No i tusz do rzęs.
    włosy w fajnego koczka i czuje się super, nawet w tym dresiorku!!
    Takie rzeczy poprawiają kobiecie nastrój, kiedy czujemy się ładniejsze, to na pewno nasza pewność siebie się poprawia.

    OdpowiedzUsuń
  11. a tak, obsługa jest nieraz "znakomita", przykład z życia poszłam do butiku obejrzeć bieliznę, niestety nic mi nie przypadło do gustu, poza tym nie tego szukałam co mi Pani pokazała więc grzecznie podziękowałam za pokazanie towaru i wtedy się zaczęło... Pani powiedział co to ma być, że zero kultury, jak ja mogę tak robić i na koniec dodała cytuję "spieprzać", byłam w takim szoku że wyszłam bez słowa ze sklepu. Teraz omijam ten butki szerokim łukiem heh!

    OdpowiedzUsuń
  12. Po pierwsze....
    Pracuje na kasie w Rossmanie, zarabiam godziwie, uśmiecham się do ludzi, nie ze względu na sztuczną uprzejmość, tylko dlatego, że jestem pozytywnie nastawiona do każdego człowieka, nawet do tych ludzi którzy przychodzą często naburmuszeni, bo potem wychodzą z sklepu w którym pracuje z uśmiechem, nie szyfladkuj wszystkich.
    Po drugie, za nie wypowiadanie regułek o jakich mówisz "dziękuję zapraszam ponownie, czy udały się zakupy? proponuje..." grozi zwolnienie :) więc nie traktuj mnie jak robota :-)
    Po trzecie za nienoszenie fartucha w pracy też grozi zwolnienie.
    Po czwarte "Ktoś kiedyś powiedział, że jak ktoś nie docenia cię i nie szanuje w twoim najgorszym momencie życia, nie zasługuje aby być przy Tobie w tym najlepszym." to była Marlin Monroe.
    Po piąte, pamiętam jak kiedyś mówiłaś, że pracowniczki Rossmanów, Sephory itp, gratisy pewnie biorą dla siebie, to już mnie kompletnie rozwaliło ... codziennie jesteśmy sprawdzane, wszystkie kieszenie, cała torebka, czy czegoś czasem nie wyniosłyśmy, nie czerpię z swojej pracy nic więcej, niż co miesięczną wypłatę, dziękuje.

    OdpowiedzUsuń
  13. znam takie sytuacje ze starszymi babciami, ale chamstwo rodzi chamstwo, starsi ludzie już od dawna nie otrzymują od młodszych szacunku więc sami popadli w wyścig o przetrwanie...taka babcia wie, że jeśli chamsko nie zawalczy o miejsce w autobusie to jej go żaden cwaniaczek nie ustąpi z grzeczności, nie popieram ani jednych ani drugich, dlatego więc zaciskam zęby i zazwyczaj ignoruję i przepuszczam w sklepach takie kobiety bo myślę sobie, że będę mądrzejsza i ponad to :) w ogóle o ludziach w Polsce, o kulturze i podłożach tego wszystkiego można by książkę napisać...

    OdpowiedzUsuń
  14. o widzisz!!! Jak ja idę do sklepu i mówię dzień dobry (no nie zebym tak robiła w hipermarketach i krzyczała na cały sklep:D ale do takiego mniejszego to ludziska na mnie dziwnie patrzą (albo paczą) jakbym się wyrwała z konopii:] porażkowo sie robi...w autobusie też dziwnie na mnie patrzą jak ustępuję starszym ZERO KULTURY W POLANDII i tyle:(

    OdpowiedzUsuń
  15. święte słowa, naprawdę.. Po pierwsze zgadzam się z Tobą bez żadnego "ale". Ja kiedy nawet w swoim całym życiu, łacznie w Anglii spędziłam 3tygodnie, a potem wróciłam do Polski, to tak samo pierwsze co mi brakowało, to grzecznosc i własnie te wszystkie "thank you" "i'm sorry" "excuse me" itd. To jest bardzo miłe, nawet jeśli przez niktórych wymuszone, to i tak uważam, że każdy człowiek powinien zachowywac się w ten sposób.
    A po drugie. Powinnas pracowac dla jakiejś gazety albo magazynu i umieszczac w nim swoje artykuły. Nie myślałaś kiedyś o tym?
    Pozdrawiam serdecznie :))

    OdpowiedzUsuń
  16. Zgadzam się z tobą choć nie w całości. Jestem z natury bardzo ciepłą i miłą osobą (wiem że to samochwalstwo, ale nie tylko ja tak uważam ;)) Kiedy poszłam pierwszy raz do pracy w wakacje starałam się być bardzo miła i uprzejma nie tylko dla tych "wyżej" ale także dla tych z którymi pracowałam, bo pracowałam w przetwórni. To były jedne z najgorszych przeżyć, płacono nam za akord więc ile ktoś urobił tyle dostał. Nie którzy byli tacy pazerni że o mało by się nie zabili by zrobić więcej, to wszystko się udzielało także i mi po pewnym czasie. W domu non stop się kłóciłam z rodzicami, a mój chłopak to najwięcej obrywał. Nie dziwie się że niektórzy pracownicy są przygaszeni, niektóre szefostwo albo współpracownicy są naprawdę okropni, wiem bo moją mamę podobna sytuacja spotkała z szefostwem. Więc nie należy oceniać ludzi powierzchownie, bo może jedyne co ich trzyma w tej pracy to płaca za nią... niestety, tak już jest...

    OdpowiedzUsuń
  17. Oj, jak ja lubię Cię czytać i oglądać też :-)Prosto z mostu bez owijania w bawełnę, żadne tam pitu pitu - konkretna dziewczyna jesteś. A przy okazji wydajesz sie też mega sympatyczna :-) pozdrowienia serdeczne

    OdpowiedzUsuń
  18. Masz rację kochana ja na to patrze nieco od innej strony (z drugiej strony lady nazwijmy to) i powiem ci że to też zależy od tego jakie ma się nastawienie do wszystkiego ja mogę być wściekła na cały świat, niewyspana, zła i w ogóle nie do życia ale do każdego (no może prawie każdego - bo zdarzają się i tacy którzy przychodzą się na kimś wyładować) staram się podejść z uśmiechem z pomocną dłonią niestety często gęsto spotykam się z ignorancją w stosunku do mnie bo ciężko jest człowiekowi powiedzieć "nie dziękuję" ale są i ludzie którzy mówią mi "Pani to zawsze taka pogodna uśmiechnięta", albo "Jak pani się uśmiecha to jakby słońce zaświeciło" i od razu się człowiekowi ciepło na duszy robi i aż chce się promieniować radością :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo fajnie napisane :) Mnie wkurzają te dewotki święte co idą do kościoła poobgdywać która jaki ma mocherowy beret . Albo idą do sklepu drogą zamiast chodnikiem a potem gadają , że jakieś gówniarze jadące samochodem na nich trąbią ... no brak słów poprostu . Pozdrawiam i obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Przyznaję stuprocentową rację we wszystkim. Ostatnio byłam świadkiem sytuacji w tramwaju, gdzie starszy pan podszedł do siedzenia i już chciał usiąść, gdy nagle przy nim stanęła młoda kobieta, powiedziała "Można?" i nie czekając na odpowiedź usiadła. Nie wiem skąd u Polaków ta chamska mentalność...
    A co do budowania własnej pewności siebie, sama czuję się pewniej gdy mam na sobie trochę korektura, pudru i tuszu do rzęs. Mam koleżankę, która tego nie rozumie, mówi, że woli spać pięć minut dłużej niż maziać się przed lustrem ;) Tyle, że szczęście jest po jej stronie, jest naturalnie ładna, ma długie włosy, śliczne rzęsy i zero jakichkolwiek problemów z cerą a wszyscy faceci się za nią oglądają. Niestety nie mogę powiedzieć tego o sobie, dlatego się "maziam", bo tak czuje się pewniej :)

    Pozdrawiam, Blackky :)

    http://szczegoly-zycia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. pracuje w hipermarkecie od 3 lat...na poczatku rzeczywiscie staralam sie byc mila dla wszystkich, usmiechac sie itd., ale uwierzcie mi, ze im dluzej sie pracuje tym jest gorzej. Chodzi mi tutaj z jednej strony o monotonie pracy, ale tez duzy wplyw maja relacje miedzy pracownikami i jakie warunki tworzy kierownictwo sklepu. Dobijajace moga tez byc bezmyslne, zeby nie powiedziec po prostu glupie, pytania klientow. Czasem naprawde rece opadaja.Piszecie tez o chamstwie i nieuprzejmosci pracownikow....powiem Wam, ze ja sie tego nauczylam wlasnie od klientow. Jesli ktos mnie nie szanuje to ja jego tez nie bede(oczywiscie w granicach rozsadku bo przeciez nikogo nie bede wyzywac:P). Mialam pozytywne nastawienie do ludzi ale pracujac w hipermarkecie, wierzcie mi, jeszcze nigdy nie spotkalam tylu beszczelnych i chamskich ludzi (klientow oczywiscie). Sama bedac klientem w jakimkolwiek sklepie patrze teraz duzo laskawiej na pracujacych tam ludzi. Pomyslcie z iloma takimi "babciami tygrysicami" styka sie pracownik sklepu. Z milionami dziennie....... Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Hej ! Świetny post! :) Ja kilka lat temu również mieszkałam w Anglii, po powrocie na stałe do Polski podobnie tak jak Ty nie mogłam przyzwyczaic sie do polskiej "uprzejmości".I nie dotyczy to tylko wszelkiego rodzaju marketów, ale wszelkich innych miejsc, zarówno tych małych sklepów, sklepików, przeciętnej pani "X" z informacji na uczelni, czy tez chociazby pan pracujacych w rejestracji z pobliskiej przychodni.. Tak juz jest i to chyba sie nie zmieni.. A co do tych większych sklepów.. to najbardziej rozwalające było pakowanie większych zakupów przy kasie. W Anglii nie zdarzyło mi się nigdy, że kasjer w hipermarkecie zaczął kasować zakupy kogoś kto stał za tobą, zanim ty nie spakowałaś swoich rzeczy i nie odeszłas. Tutaj za to jest inaczej, po skasowaniu cie kasjer (mimo, że jeszcze nie odeszlas od kasy i nie spakowałas zakupow) zasypuje cie masa rzeczy kupionych przez nastepnego klienta, no masakra!:) Pozdrawiam - yoursbeautyland.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń