środa, 14 marca 2012

Kto mi dał skrzydła?

Przed laty, gdy wprowadzaliśmy się do tego mieszkania, w którym obecnie mieszkają moi rodzice w piwnicy znaleźliśmy pudło pełne książek. Widocznie poprzedni właściciele ich nie chcieli, lub nawet nie należały one do nich. Wśród tych starych zakurzonych książek znalazłam jedną pt."Kto mi dał skrzydła". Bardzo chciałam ją przeczytać jednak do dziś tego nie zrobiłam, nawet nie wiem gdzie ona teraz jest. Jednak tytuł tej książki tak mi się spodobał, tak mnie urzekł, że zapamiętam go na zawsze. Dziś wiem dzięki wszechwiedzącej wyszukiwarce Google, że książka ta była biografią Jana Kochanowskiego, a tytuł fragmentem pieśni, który brzmiał mniej więcej tak:

Kto mi dał skrzydła, kto mię odział pióry
I tak wysoko postawił, że z góry
Wszytek świat widzę, a sam, jako trzeba,
Tykam się nieba?

Gdy jeszcze chodziłam do liceum, byłam na rozszerzonym profilu z j. polskiego. Miałam niesamowity talent do interpretowania wierszy. I chociaż tego wiersza nie przerabialiśmy, to dziś słowa jego są mi tak bliskie i tak namacalne jakbym dokładnie czuła co Kochanowski miał na myśli. Wg mnie autor pyta się dlaczego dostał taki dar od Boga iż może tworzyć poezję, może pisać i dzięki temu stanowić część literackiej historii. Zadaje pytanie kto mu dał talent i moc przekazywania słowa w wersach, kto zaufał mu i obdarzył mocą aby mógł doświadczyć historii Polski i opisywać ją w swoich pieśniach. 

Czasami czuję się podobnie, najwyraźniej Bóg miał dla mnie taki plan, abym wyszła do ludzi, podzieliła się z Wami moimi słowami. Często jest tak, że mamy jakąś misję do wykonania, ale nie bardzo wiemy jak się do tego zabrać. Początki nigdy nie są łatwe, ale bezczynność jest gorsza niż jakiekolwiek nawet najgłupsze działanie. W świecie gdzie wiara w Boga schodzi na dalszy plan trudno nam o wiarę w samych siebie. Będę powtarzać do znudzenia, że wiara w siebie jest jak pierwsza cegła, jak fundamenty, które są podstawą budowy nowego lepszego życia. Codzienność nas przytłacza... Jesteśmy mistrzami w odkładaniu wszystkiego na jutro...

Wracając do wersów wiersza, może to się wydać trochę beznamiętne i obcesowe, ale w głowie mam tylko jedno porównanie z mało znaną piosenką pt. "Halo", której słowa brzmią tak: (link do YT)

I never promised you a ray of light,
I never promised there'd be sunshine everyday,
I give you everything I have, the good, the bad.
Why do you put me on a pedestal,
I'm so up high that I can't see the ground below,
So help me down you've got it wrong, I don't belong there. 


 przytoczę również tłumaczenie w razie czego: 

Nigdy nie obiecywałam Ci promienia światła
Nigdy nie obiecywałam Ci że codziennie będzie słonecznie
Dałam ci wszystko co tylko miałam, dobre i złe.
Dlaczego postawiłeś mnie na piedestale
Jestem za wysoko, nie mogę zobaczyć ziemi poniżej,
Więc pomóż mi zejść na dół, pomyliłeś się, nie należę tam.


Szczególnie ostatnie 3 wersy bardzo przypominają słowa Kochanowskiego, tylko tutaj autorka nie pyta się Boga, a jedynie konkretnej osoby. Czasem jest tak, że ludzie widzą w nas ideał. Tymczasem ideały nie istnieją. Zakochujemy się, chwila, emocje, radość wydaje nam się, że świat się zatrzymał. A potem gdy już oprawimy sobie w ramkę tę osobę, stawiamy ją na piedestale i chcemy uwiecznić jako nienaruszony i nieskazitelny posąg, okazuje się, że ta osoba ma wady i jest zwyczajnym człowiekiem, a nie aniołem, który spadł z nieba. I tu przypomina mi się inna piosenka, której non stop słucha mój brat Jack... (link do YT)

Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty
To też nie diabeł rogaty
Ani miłość kiedy jedno płacze
A drugie po nim skacze
Miłość to żaden film w żadnym kinie
Ani róże ani całusy małe duże
Ale miłość kiedy jedno spada w dół
Drugie ciągnie je ku górze

Jezu, jaka ja jestem dziś melancholijna, same cytaty i słowa wierszem pisane, ale mam nadzieję, że jesteście ze mną i nadążacie za moimi skotłowanymi myślami. Otóż miłość to nie jest patrzenie na siebie na wzajem, ale patrzenie w tym samym kierunku. Jeśli ktoś uważa, że jesteśmy bez wad to albo jest ślepy i wkrótce przejrzy na oczy albo nie umie się pogodzić z naszymi ludzkimi słabościami. Jak już pisałam wcześniej przyjechałam do Polski z powodów osobistych. Na mojej krętej drodze pojawił się ktoś kto postawił na niej wreszcie znak STOP i zaraz obok znak OBJAZD. Czasem trzeba zaryzykować i posłuchać głosu serca i tak też zrobiłam. Zaufałam temu komuś i całkowicie zmieniłam swoje życie. Szybko jednak poczułam, że ten ktoś ubrał mnie w skrzydełka, dał aureolę i wystawił wysoko na półkę do której nie należałam... Z początku jest to bardzo przyjemne, gdy ktoś widzi w tobie ideał, tę jedną na milion. Ale z czasem sama zaczęłam się czuć niekomfortowo, bo przecież bardzo daleko mi do anioła. Co się dzieje w takich przypadkach? Zwykle następuje rozczarowanie, gdy zaczynamy odsłaniać karty i uzewnętrzniać nasze prawdziwe "ja" często uczucie, które było tak przeogromne kurczy się i nie nadąża za obrotem sytuacji. 

 Mój ukochany mistrz Leo Buscaglia w jednej ze swoich książek pt. "MIŁOŚĆ, sztuka okazywania uczuć" pisał tak: wyobraź sobie, że jesteś jabłkiem, spotykasz kogoś kto woli gruszki, i w pierwszej chwili wydawało mu się, że i ty jesteś gruszką. Możesz zrobić dwie rzeczy, albo dalej udawać, że jesteś gruszką, ale mieć świadomość, że zawsze będziesz gruszką II gatunku. Lub pozostać pierwszorzędnym jabłkiem i poczekać na kogoś kto kocha jabłka. Musimy zadać sobie pytanie czy warto zmieniać się dla kogoś? Czy warto udawać kogoś kim się nie jest aby ta osoba nie zdjęła nas z podium na którym nas postawiła. Oczywiście ciągłe ulepszanie i metamorfozy są jak najbardziej wskazane ale tylko wówczas gdy robimy to dla siebie. Bo tylko my sami jesteśmy w stanie siebie nagrodzić za włożony w tę transformację trud.

Ja kilka dni temu spadłam z takiego wzgórza, z którego bliżej mi było dotknąć nieba niż ziemi. Bardzo bolało, połamały mi się skrzydła i pękło serce jednak najbardziej bolał kontakt z rzeczywistością. Życie daje nam lekcję każdego dnia. Nie ma co żałować podjętych decyzji, bo lepsze jest ryzyko niż gdybanie "co by było...". Ja przeżyłam naprawdę cudowne chwile, doświadczyłam czułości, troski i miłości, ale okazało się, że nie jestem gruszką i chyba nie chcę nią być... Wolę być sobą i poczekać aż ktoś pokocha mnie taką jaką jestem. Nie dlatego że nie mam wad, ale pomimo moich wad... Życzę wam dużo miłości... 

L.

19 komentarzy:

  1. Fajnie sie czyta to co piszesz. U mnie na blogu też mam kilka takich moich przemyśleń odnośnie kontaktów z rodzicami i nie tylko na moim własnym przykładzie. Pozdrawiam cię.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ech...tylko tyle mogę powiedzieć. Wszystko co piszesz, każde pojedyncze słowo to czysta prawda! Odnajduję w Twych słowach cząstkę siebie i to nie małą cząstkę. Fajnie, że tu jesteś i piszesz :)

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Mogłabym się podpisać całkowicie pod Twoimi słowami. Lubię Cię czytać, bo to co piszesz tak bardzo dotyczy jakiejś części mnie i chyba wszystkich wokół. A na dodatek lubię tę piosenkę! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. laurko, znalazlam siebie w tym, co napisalas..
    dziekuje :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Mądre jest to co piszesz. Słowa są perfekcyjnie wyważone i układają się w sensowne, nakłaniające do refleksji zdania. Zgadzam się w zupełności z Tobą, że ideały nie istnieją.

    OdpowiedzUsuń
  6. Laura ja to czekam na twoją książkę! Taki masz flow i dar, że moglabys spokojnie książkę napisać! :))) buziaki

    OdpowiedzUsuń
  7. A może ktoś Cię właśnie pokocha za te Twoje wady...;)Każdy upadek jest po to, żeby rozmasować dupę, zastanowić się dlaczego aż tak boli i znowu wspinać się do góry z wiedzą jak nie upaść ponownie;)

    OdpowiedzUsuń
  8. To dziwne, kiedy sami nie wiemy o co nam chodzi i co się tak naprawdę dzieje, nie umiemy tego opisać, aż tu nagle Rock Glam Princess napisze na swoim blogu swoje doświadczenia i przemyślenia, a my nagle się z tym w pełni utożsamiamy...

    OdpowiedzUsuń
  9. dziękuję wam wszystkim za komentarze i za obecność... buziaki

    OdpowiedzUsuń
  10. Jesteś bardzo wrażliwą osóbką.
    Lubię czytać twój blog :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. O jaaa poprostu idealnie napisane! z sensem i tak pieknie...hah chyba nie bede orginalna jak powiem ze i ja to co napisalas moge odniesc w zupelnosci do siebie ;( zycze wszytskim milosci i szczescia ;* dzieki ze jestes Laurko! ;*

    OdpowiedzUsuń
  12. Wychodząc z tego bloga moja głowa jest pelna rozmyslen, dziękuję <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedyś tylko oglądałam Twoje filmik na YT, ale teraz wciągnęłam się również w Twojego bloga. Jesteś na prawdę wyjątkową osobą ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Laurko, masz wspaniałą osobowość i aż bije od Ciebie wrażliwością i ciepłem. Coraz mniej takich osób, niestety:(
    piszę, bo chce Ci polecić ( hmm wiem, ze to bynajmniej dziwne, że obca Ci osoba wyskakuje z jakimiś rekomendacjami, ale uwierz mi, że się nie zawiedziesz) pewien film.
    Możesz się śmiać lub nie, ale to film z bollywood. nie wiem czy kiedykolwiek oglądałaś jakiś film z tej produkcji. kiedyś się śmiałam, że to kicz i jakaś kompletna beznadzieje, do momentu obejrzenia jednego, jedynego filmu, który zaszczepił we mnie pewne przesłanie. niesłychane, że coś takiego w ogóle istnieje, ale tak- ten film w ogromnym stopniu zmienił mój pogląd na świat, życie, uczucia, na to co ważne,a co nie. niby tylko film, a jednak "aż film". oglądałam go.. hmm około 40 razy.
    ostrzegam, ze I część słaba- kiczowata, banalna ( szczególnie piosenki),ale jak obejrzysz II zobaczysz o co mi chodziło.
    film nosi tytuł: Gdyby jutra nie było ( Kal ho naa ho). ale jeden warunek- polski lektor!!! nie napisy! dostępny np na torrencie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oglądałam ten film 100 razy :))) jest stary jak świat :) pozdrawiam

      Usuń
    2. Laurko...
      oglądam Cię czasem na YT.
      Nie powiem uwielbiam, ale powiem lubię. Chociaż czasem mam mieszane odczucia.
      Za to Twój blog jest jak to okresliłaś, drugą stroną lustra.
      Inna Ty.

      Podoba mi się :)
      Zostaję :)

      Usuń
  15. Lauro, jesteś mądrą i dojrzałą kobietką. Gratuluję! Życzę Ci żebyś już więcej nie musiała "udawać gruszki". Najważniejsze to patrzeć w tym samym kierunku - tak jak powiedziałaś. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak czasem wracam do tych 'przemyśleniowych' postów, to aż się ciepło na sercu robi. Szkoda, że dawno już takich na blogu nie było. Piękne jest to, co napisałaś. = ) Gratuluję zarówno lekkiego pióra, jak i pięknego wnętrza. ; ) Oby więcej takich ludzi. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń