wtorek, 12 sierpnia 2014

POJEDYNEK kultowych bronzerów: NARS vs CHANEL

O jednym i drugim aż roi się od opinii i recenzji w sieci. Każdy z nich miał też swoje (przedłużone) 5 minut blasku na blogach i kanałach You Tube. Pora podsumować ich wady i zalety, a także zdecydować, w który warto zainwestować. Poniżej w tabelce zestawiłam Wam najważniejsze informacje, dajcie znać czy taki sposób Wam się podoba, jeśli tak wykorzystam go w kolejnym pojedynku kultowych produktów.


nazwa
Nars Laguna
Solei tan de Chanel
cena
około 140 zł
około 160 zł
pojemność
8 g
30 ml
ilość kupionych opakowań
3
1
konsystencja
bronzer w kamieniu
bronzer w kremie
opakowanie
matowe z lusterkiem, (niestety dwukrotnie przy upadku te lusterka mi się zbiły, trzeba na nie uważać)
okrągłe, plastikowe, bez lusterka, szczelnie zakręcane
pędzel
jakikolwiek
trzeba mieć pędzel syntetyczny do produktów kremie
pigmentacja
bardzo dobra
bardzo dobra
wykończenie
delikatne drobinki
matowe
odcień
neutralny złoty/piaskowy
lekko pomarańczowy



Moje wrażenia...

Tak jak wspomniałam, to już moje trzecie opakowanie bronzera Laguna od NARS i teraz już wiem, że nie ostatnie. Miałam od niego przerwę i przez te czas używałam Hoola z Benefit i Bahama Mama z TheBalm. Oba te bronzery są moimi ulubieńcami, ale zwycięzcą wszystkiego jest Laguna. Nie sposób sobie zrobić nim krzywdę, nie ma mowy o plamach na policzkach. Jest subtelny, wtapia się w koloryt naszej skóry i daje nam tzw. J.Lo Glow. Nie ma sobie równych. Wg mnie to najlepszy bronzer zarówno dla początkujących, ale też idealny dla zaprawionych w konturowaniu. To wręcz nie do opisania jak ten odcień otula twarz i nadaje jej zdrowego wyglądu, jakbyśmy wróciły z wakacji nad oceanem.

Solei tan de Chanel mimo iż całkiem nowy w mojej kosmetyczce, dostaje u mnie 5+ z kilku powodów. Przekonałam się do jego konsystencji. Nakładam go zaraz po podkładzie dzięki czemu produkty niemal stapiają się ze sobą, tworząc bardzo naturalny efekt. Nie przekonałam się natomiast do używania go w pojedynkę bez podkładu (to dla mnie koszmar, konturować nie jednolitą twarz), ani do stosowania go jako bazy pod makijaż. Wg mnie nadaje się jedynie jako bronzer. Zdaje się być bardzo wydajny, ale myślę, że jeśli jakimś cudem dotknę jego dna to kupię następny. Zdecydowanie jest to alternatywa dla wszelkich pudrów brązujących w kamieniu. Szczególnie jeśli ktoś woli taki look "mniej matowy" można użyć go w parze z różem w kremie co nada lekkości naszemu makijażowi. Jego największą wadą jest odcień, który wg mnie nadaje się głównie na lato i z pewnością nie będzie pasował do każdego typu karnacji.


od lewej: Solei tan de Chanel, NARS Laguna bronzer

And the winner is....???

Jeśli chodzi o najlepszy bronzer wszech-czasów, to zdecydowanie wg mnie wygrywa Laguna. Nada się dla każdej kobiety, w każdym wieku i o różnych odcieniach skóry. Jest bezkonkurencyjny, nadaje twarzy pięknej opalenizny. Konturuje w kilku ruchach pędzlem. Jedynym problemem jest jego dostępność w Polsce, ale mam dla was 1 stronę, która wysyła na cały świat za darmo. TUTAJ Jeśli zastanawiacie się nad kolejnym bronzerem, to naprawdę dajcie mu szansę, to będzie strzał w 10!

7 komentarzy:

  1. a ja najbardziej lubię Hoolę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. miałam w ręku ten NARS i wygląda dokładnie tak jak Elf St.Lucia Duo ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tylko wygląda, elf nie ma nawet 10% takiego pigmentu jak NARS

      Usuń
  3. Lauro czy mozna do Ciebie wysłać maila? Jeżeli tak to mogłabym podać swój adres?

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Lagunę i nie zamienię jej na żaden inny bronzer świata! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam Lagunę od kilku już tygodni i uwielbiam ten bronzer! Ma rewelacyjny kolor, przepięknie wygląda na buzi i jest bardzo łatwy w obsłudze. Cudo :)))

    OdpowiedzUsuń