sobota, 4 października 2014

Ławka pod Pałacem

Piękny dzień. Już od kilku dni pogoda utrzymywała się powyżej 20 stopni, ale dziś było wyjątkowo ciepło. A może to ta czarna marynarka podnosiła mi temperaturę, no i to przeziębienie. Same początki. Początki są najgorsze. Nos zapchany, gardło drapie, oczy się szklą, a do tego te ataki podwyższonej temperatury. Ale to nic, uśmiecham się, idę dalej. Uśmiecham się ponownie na widok straganu z kwiatami. Siedzi Pani na małym składanym krzesełku (chyba tata miał takie jak jeździliśmy na ryby), a nad nią wisi napis na kartonie - "10 zł za bukiet róż". Piękne róże, świeże, nie możliwe że po 10 zł. Ale moją uwagę przykuwają oczywiście słoneczniki, długie wychylające się z plastikowego naczynia, stojące gdzieś obok. Nikt ich nie chce... Kocham słoneczniki. Uśmiecham się, idę dalej. Rozglądam na boki, szukając ławki, bo robi mi się coraz cieplej, torby stają się coraz cięższe i chcę po prostu usiąść. Czy ja proszę o wiele?


Chcę wolną ławeczkę w centrum, najchętniej z widokiem na fontannę. Jest jedna wolna! Cudownie! Idę, idę... i już wiem, że nie dojdę, bo szybkim krokiem para nastolatków podchodzi do niej z drugiej strony z torbami z McDonalds. Ech... byłam blisko. Odwracam się na pięcie udając, że wcale nie miałam zamiaru tam usiąść jednocześnie robiąc szybki unik przed gołębiem, który o mały włos nie wylądowałby mi na twarzy. Na większości ławek śpią bezdomni. Z początku jestem na nich wściekła, ale po chwili wyobrażam sobie sytuację, gdybym to ja była bezdomna. Z całą pewnością też bym leżakowała na ławce w parku w taką pogodę. Już niemal rezygnuję z pomysłu "ławeczki w centrum", aż tu nagle objawienie, jest, pusta, wolna... pod Pałacem Kultury i Nauki. Nikogo w pobliżu. Z automatu przyspieszam kroku, żeby już nikt mnie nie wykiwał. Rzucam ceremonialnie torby, jakbym co najmniej zajmowała jakąś wyspę na własność i wbijała w nią swoją flagę z napisem "zajęte". Siadam umęczona tym słońcem i chodzeniem. W sumie mam już swoje lata... Wyciągam telefon. Godzina 14:00 więc mam jeszcze 2 godziny do spotkania. Posiedzę, pooddycham - jest cudownie. Tego mi było trzeba...
- Przepraszam Panią, Pani pozwoli, że usiądę. Bo ja tak nie mogę. 
Patrzę w bok i widzę mężczyznę. Starszego od mojego taty, w stanie lekko nietrzeźwym. Wydaje mi się, że to też bezdomny, ale w sumie nie wygląda tak jak inni... No żesz, kurde!!!! Jakbym chciała siedzieć obok takiego pana, to bym wybrała pierwszą lepszą ławkę z brzegu, bez szukania, ze słowami "Przepraszam, posunie się pan, ja też tu obok usiądę"...
- Proszę... - wyszeptałam.
- Pani nie ucieka, Pani nie odchodzi... Ja nie jestem jakimś tam zwykłym chłopem... 
Oczywiście, że nie, pewnie jest Pan Ginem z lampy i spełni teraz 3 moje życzenia. Pomyślałam, ale siedzę dalej. Patrzę mu prosto w oczy przez sekundę. Może to go odstraszy, niejednego faceta w życiu speszyłam moimi wielkimi oczami...
- Mam do Pani pytanie, czy ci niektórzy ludzie to są mądrzy?
- Tylko niektórzy...
- Siedzą tu sobie, proszę Pani, piją piwko, śmieją się i myślą, że są czymś lepszym... że są szczęśliwi... Ale tu się pozmieniało... Nie było mnie kilka lat, a Warszawa nie po poznania.
Nie odpowiadam, wątpię aby chciał słuchać, że mnie też tu nie było przedtem, że ledwie co znam to miasto, że po dwóch latach nadal czuję się tu jak "przejazdem".
(...)
- Widać po Pani, że Pani dba o siebie... Pani mi przypomina córkę, Izę. Nie widziałem się z nią szmat czasu...
Milczę, patrzę przed siebie. Wierzę, że czasem ludziom trzeba dać się wygadać...
- Ja przepraszam Panią, może jestem zbyt śmiały, może nie powinienem pytać, ale zapytam... Jak ma Pani na imię?
- Laura
- Laura... - powtórzył.
Milczę, chociaż wyglądał jakby pierwszy raz w życiu to imię słyszał. Nagle podchodzi do nas jakiś obcokrajowiec i łamaną polszczyzną wciska mi na siłę perfumy. Podróbki Chanel No 5, Dior i czego jeszcze dusza zapragnie. Odmawiam grzecznie, on wciska dalej, klęka przede mną, niemal wpycha mi pudełko do torby,
- Pani kochana tylko 40 zł, albo 30. Daj chociaż 20 zł na paliwo
Jasne, paliwo... Może i on tankuje, ale chyba gaz w szyję. Czuję alkohol, a on robi się co raz bardziej nachalny.
- Pani powiedziała, że nie chce! - odzywa się stanowczo mój "nowy znajomy".
- Cicho! No kochana, daj 20 zł, bierz szybko perfumy bo kamery patrzą.
- Daj Pani spokój.
Facet podnosi się z kolan i odchodzi rzucając gniewne spojrzenie pijaczkowi.
- Nie dawaj mu żadnych pieniędzy - rzuca do mnie na odchodne pokazując palcem na bezdomnego.
- Nie trawię takiego natręctwa - komentuje pijaczek - idzie to taki, z nie wiadomo jaką karnacją i myśli, że znalazł jelenia. Perfumy za 40 zł, hehe, ja wiem, że dobre perfumy to 400 zł a nie 40 kosztują...
(...)
- Niech Pani nie patrzy, Pani jest damą, przepraszam...
Odwracam głowę, ale kontem oka widzę, jak wyjmuje z kieszeni malutką butelkę wódki i pociąga łyk z gwinta.
- Był tu wczoraj taki autobus z wycieczką i wysiadł przewodnik i te dzieci. W sumie to już nie dzieci, bo chyba nastolatki. I opowiada im, że tu jest Pałac Kultury, hehe, że zbudowali go Polacy i Rosjanie. Gówno prawda, bzdury! To Stalin i sowieci zbudowali. Ale Pani to wszystko z pewnością wie...
(...)
- Ja przepraszam Panią... Może nie powinienem pytać, ale trudno, zapytam. Tylko proszę nie uciekać. Niech mi Pani odpowie czy Pani jest szczęśliwa? 
Bezdomny człowiek na ławce zadaje pytanie, na które nie umiem odpowiedzieć. Myślę i czuję, że oblewa mnie rumieniec, a może to znów gorączka. Strzepuję niewidzialne paprochy ze spodni, wpatruję się w swoje buty jakbym ich nigdy przedtem nie widziała. On mnie nie ponagla, a ja odpowiadam po chwili...
- Wie Pan, szczęście to pojęcie względne....
- Tak, no nareszcie ktoś odpowiedział sensownie, zaskoczyła mnie Pani. Ale ma Pani rację, szczęście ma różne barwy...
- Jest Pani bardzo piękna, ja przepraszam, nie powinienem... Pani oczy... Proszę wybaczyć, może nie powinienem, ale ja Pani nie znam i Pani mnie nie zna... Ja leżałem na onkologii. To mnie zmieniło. Poznałem tam kobietę, na balkonie, staliśmy, rozmawialiśmy jakbyśmy się znali od lat, nie kończyły nam się tematy. Powiedziała, żebym na drug dzień przyszedł o 17:00... Poszedłem na jej oddział, nie wpuszczali mnie tam, ale i tak poszedłem. Nie żyła... (widzę, że łzy napływają mu do oczu) Wczoraj z nią paliłem papierosa na balkonie, a już nie żyła... Jak to jest możliwe proszę Pani... Ludzie non stop umierali - zaczął szlochać, a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć...
Milczałam, patrzyłam w niebo. Sprawdzałam, czy dziadek patrzy na mnie. Mój dziadek też zmarł na raka na oddziale, z którego nikt o własnych nogach nie wychodził. Mój dziadek też lubił wypić, ale i tak był najlepszym dziadkiem na świecie. Może właśnie dlatego, nie uciekłam z tej ławki, tylko siedziałam i słuchałam.
(...)
- Pani jest piękna i ma Pani takie dobre oczy, ale czemu Pani tak cierpi? Widzę, że Panią boli...
- Dlaczego Pan pije? - odezwałam się cicho - Dlaczego ludzie piją? Wie Pan, ja rozumiem, każdy w tym kraju pije, nawet ja lubię kieliszek wina wieczorem, ale dlaczego dobrzy ludzie pozwalają, aby alkohol przysłaniał im inne wartości...
- Dobre pytanie... Wie Pani, każdy jest inny. Ja próbowałem odstawiać, to czułem się jakbym spadał w przepaść. Przepaść, która nie ma dna, bo jakby było to pół biedy, człowiek by się zwyczajnie zabił. Ale to jest przepaść bez końca, a więc ciągły lęk spadania, lęk przed śmiercią... Tak naprawdę to zależy dla kogo człowiek żyje. Trzeba sobie odpowiedzieć na to pytanie... "Dla kogo żyję i kogo kocham najbardziej..." Ta dziewczyna w szpitalu, na balkonie, właśnie o to mnie zapytała... A ja zrozumiałem, że nie mam już nikogo. Więzienie rządzi się innymi prawami...
- Był Pan w więzieniu?
- Tak
(...)
Milczę, patrzę znowu na niego...
- Ten ktoś na kogo Pani czeka, co ma tu przyjść, przyjechać czy nawet przylecieć... musi Panią bardzo kochać...
- Nie kocha... a ja nie czekam, mam spotkanie biznesowe... - poczułam jak po policzku spływają mi ogromne łzy. Otarłam je i mówiłam dalej - Niektórzy ludzie mają inne systemy wartości, alkohol sprawia, że trudno jest dostrzec granicę między rzeczywistością a fikcją...
- Nie chciałem aby było Pani przykro...
- Nic nie szkodzi - otworzyłam portfel, wyjęłam 10 zł i podałam mu. Wziął nie spuszczając ze mnie wzroku, powoli zwinął i wsadził do kieszeni kurtki.
- Dziękuję - wyszeptał, niemal tak samo jak mój dziadek gdy przy każdej wizycie dawałam mu jakieś pieniądze, chociaż wiedziałam, że je przepije. 
- Wszystkiego dobrego... - rzuciłam na odchodne.
- Pomodlę się za Panią
- Ja za Pana też...

38 komentarzy:

  1. Niesamowite...
    Świetnie piszesz, czułam się jakbym czytała kolejną, świetną książkę. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba doskonale wiem, co czułaś podczas tego spotkania. Kilka miesięcy temu też odbyłam pewną rozmowę. W nieco innym charakterze, ale wstrząsnęła mną bardzo mocno. Piszę o niej tu --> http://mejheart.blogspot.com/2014/03/spotkanie.html

    Wzruszył mnie ten wpis. Często patrzę na ludzi, na ubogich, na bezdomnych i zastanawiam się dlaczego tak musi być. Czasem widzę w ich oczach tak ogromne dobro, że nie umiem tego wszystkiego zrozumieć. Chciałabym, żeby każdy był szczęśliwy, żeby każdy miał dom - choćby prosty i skromny, ale jednak dach nad głową. I chciałabym, żeby nie było alkoholizmu, który niszczy wszystko.

    Dziękuję Ci Lauro.

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem szczerze,niby nic a mam lzy w oczach. Dziekuje

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem tak, obserwuje twoją działalność w Internecie od jakiegoś czasu, najpierw filmy na youtube potem na blogu. Nie mogę powiedzieć o sobie jako o Twojej fance, bo to co zamieszczasz śledzę raczej wybiórczo, ale ten tekst jest świetny. Piszesz o realnym zdarzeniu, lecz w taki sposób i takimi słowami jakbyś pisała co najmniej powieść. Krótko, tak, że chce się czytać dalej. Naprawdę jestem pod wrażeniem tej historii.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pisałaś kiedyś, że nie miałabyś o czym napisać książki... aż się wierzyć nie chce. Naprawdę świetnie by Ci to wyszło, potrafisz trafić do człowieka, jesteś bardzo emocjonalną osobą... aż jestem ciekawa jakiejś powieści Twojego autorstwa :) zrób to !
    _Zawsze miałam wrażenie, że tacy ludzie bezdomni, czy po prostu takie pijaczyny są o wiele mądrzejszymi i inteligentniejszymi osobami od takich wyuczonych biznesmenów, ludzi którzy się mądrzą i cwaniakują ;/ oni przynajmniej doświadczyli życia, coś przeżyli, potrafią docenić wartości, których często my nie dostrzegamy, bo jesteśmy zajęci 'codziennymi' błachymi sprawami i obowiązkami... co nie zmienia faktu, ze cierpią - niszcząc się i marnując życie..

    OdpowiedzUsuń
  6. Niesamowity wpis, dający do myślenia. Sama miałam mokre oczy jak czytałam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Twój tekst czytałam i łzy mi poleciały. To wszystko jest smutne. Jak wiele osób ja też uciekałam od bezdomnych, brudnych niezbyt pięknie pachnących. Ale kiedyś w parku niechcący usłyszałam rozmowę dwóch panów. Siedzieli na ławce schowanej sa krzakami. Jeden opowiadał jak został "menelem". Miał rodzinę, dobrą pracę piękne mieszkanie kupione na kredyt po prostu wspaniałe życie . Aż przyszła choroba, szpitale, drogie leki rosnące długi. Na koniec zwolniony z pracy i bez mieszkania bo zaległość była duża i brak zdolności do spłaty. Z tego co opowiadał to dobiło go odejście żony z jego przyjacielem . Dzieci ponoć już kilka lat nie widział. Zaczął pić i tak stoczył się na dno- bo jak to stwierdził "nie miał dla kogo walczyć". Od tego czasu trochę inaczej patrzę na śpiących na ławce lub klatkach bloków bezdomnych. Nigdy nie wiadomo co jemu się przydarzyło i co mnie jeszcze może spotkać. Trochę już na tym świecie przeżyłam i wiem, że nie wszytko jest białe albo czarne. Alkohol dla ludzi ale najgorzej jak człowiek traktuje go jak lekarstwo na wszelkie zło.
    Szacunek Lauro <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Ostatnie zdania sprawiły, że w moich oczach pojawiły się łzy....Dobrze to ujęłaś...." ale dlaczego dobrzy ludzie pozwalają, aby alkohol przysłaniał im inne wartości..." wielu bezdomnych to naprawdę dobrzy ludzie....

    OdpowiedzUsuń
  9. Lauro... smutna.. ale piekna historia.. pomyslalam o moim "biologicznym" tacie z ktorym nie mam kontaktu juz od dobrych 27 lat.. mial rodzine.. zone.. dwie corki i syna .. wybral alkohol.. ostatnio bylam w polsce... ( mieszkam za granica) szlam z siostra, synkiem.. mojej siostry dziecmi i moim partnerem i serce mi zamarlo.. moj ojciec.. pod wplywem alkoholu.. szedl obok.. spojrzalam mu w oczy.. a on nie poznal nawet... chcialam powiedziec patrz to sa twoje wnuki tato.. ale tylko patrzylam na niego ze lzami w oczach... nie powiedzialam nic... :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękny tekst. Powróciłaś nim do korzeni, Twoje pierwsze wpisy też miały taki refleksyjny wydźwięk i czytałam je po kilkanaście razy. Naprawdę piszesz pięknie, tak lekko i z polotem. Proszę o więcej takich postów!!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Imponujący wpis nawet nie wiem co powiedzieć. Faktycznie niektórzy alkoholicy potrafią docenić to co przez wodę stracili ale nie którzy to myślą że są pępka em świata i wszystko im wolno i wszystko mogą .

    Zapraszam
    Thedorotka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. no właśnie... czy jestem szczęśliwa? sama teraz zadaję sobie to pytanie...

    OdpowiedzUsuń
  13. Aż mnie wryło jak to czytałam... brakuje mi słów...

    OdpowiedzUsuń
  14. Niesamowite...Laura napisz dalsze losy tego spotkania..dobra książka ci wyjdzie (:

    OdpowiedzUsuń
  15. Zwykła a niezwyczajna historia..... miałam łzy w oczach.....

    OdpowiedzUsuń
  16. Taka smutna a jednocześnie taka piękna sytuacja... Wzruszyłam się

    OdpowiedzUsuń
  17. Smutna historia pieknie napisana. Dobrze ze nie odeszlas, nie przesiadlas sie, choc chwilke mial ten czlowiek z kim porozmawiac.
    Licze na wiecej postów "pisanych" z Twojego zycia codziennego.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  18. ja pierniczę.. niesamowity post, popłakałam się...

    OdpowiedzUsuń
  19. Wielkie WOW dla ciebie Lauro, przepięknie to opisałaś. Masz niesamowity talent do pisania. Na swoim ciele czuję ciarki a moje oczy wyglądają jak dwa szklane talerze. Czekam na więcej taki postów. Nie mogę wyjść z zachwytu ....


    thisenemyofmine.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  20. Rycze jak niemowle gdy jest glodne lub cos mu dolega. Masakra.

    OdpowiedzUsuń
  21. To było bardzo poruszające, brak słów...

    OdpowiedzUsuń
  22. Moja mama jest uzależniona....to nie do opisania....nie macie pojęcia..:(

    Pozdrawiam Cię Laurko

    OdpowiedzUsuń
  23. Wzruszyłam się...
    Pięknie piszesz.czekam na kolejne wpisy

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie wiem co napisać na prawdę ...

    OdpowiedzUsuń
  25. Wspaniałe przeżycie, daje do myślenia!
    Pozdrawiam Lauro! ;*

    OdpowiedzUsuń
  26. Alkoholizm to bardzo ciężka choroba, która niszczy nie tylko pijącego ale szczególnie jego bliskich. Dlatego podziwiam Cię, że byłaś w stanie otworzyć się tutaj tak bardzo. Płakałam czytając i płaczę pisząc ten komentarz, bo niestety wiem co czujesz. Na zewnątrz jesteśmy silni, ale właśnie w takich sytuacjach te emocja z nas wychodzą, nawet jeśli bardzo chcemy zatrzymać je tylko dla siebie. Najbardziej cierpimy wtedy gdy ktoś nam bliski rujnuje sobie życie, a my nie możemy mu pomóc.

    OdpowiedzUsuń
  27. Laura.. Czytając to czułam jakbym siedziała na sąsiedniej ławce i przyglądała się Wam.

    OdpowiedzUsuń